Szwedzkie trio Stay Ali to jeden z tych zespołów, które kompletnie wymykają się logice. Kiedy w 2006 roku rozpoczynali tworzenie swojej dziwacznej, lekko eksperymentalnej w kwestiach melodycznych muzyki, mieli wszyscy równo po 15 lat, a i dzisiaj nie należą do starców. Enigmatyczni Szwedzi wydali właśnie nową, czteroutworową EP-kę, na którą wyżej podpisany czekał od dłuższego czasu.

Już po pierwszym odtworzeniu słychać, że Stay Ali wracają brzmieniowo do tradycji swoich pierwszych nagrań, w których na pierwszym planie stoją surowe, lecz w jakiś sposób ciepłe brzmienia skrzących się syntezatorowych arpeggio. Nawet otwierający płytę numer 98 nawiązuje tytułem i stylistyką do znakomitego 97 z 2009 roku. Poprawiający humor, instrumentalny avant-pop nadal przebija spod zmieniających się jak w kalejdoskopie podziałów rytmicznych, a to za sprawą nietypowych melodii, jakie piszą Szwedzi.

Wielopiętrowe harmonie układają się w barokowe wręcz progresje syntezatorowych akordów, a poczucie humoru i pogodne usposobienie twórców wręcz kipi w każdym utworze. Bujający utwór tytułowy przywodzi na myśl wycieczkę nad morze, a podskakujący jak dziecięcej karuzeli Spasm przywodzi na myśl wczesne dokonania ich rodaków ze Slagsmålsklubben. Z kolei zamykający płytę Oh Tom brzmi niczym ścieżka dźwiękowa do finału filmu o przyjaznych kosmitach – niestety, tylko takie, mało merytoryczne opisy i skojarzenia są w stanie oddać chociaż trochę z jedynego w swoim rodzaju klimatu tego wydawnictwa.

Jedyne negatywne wrażenie, jakie Buster EP pozostawia po przesłuchaniu to niedosyt. Te cztery kompozycje to tak niedużo, a jednocześnie tak wiele, ale znając Stay Ali, to na kolejne kilka utworów karmiących tęsknotę za ich muzyką będziemy musieli znowu czekać co najmniej półtora roku. Życzę zarówno sobie, jak i Wam, żeby poczęstowali nas w końcu pełnym albumem, który na pewno będzie idealną ścieżką dźwiękową letnich eskapad w nieznane.

Nie ma więcej wpisów