Trudno znaleźć informacje na temat tego, kiedy zrodziła się idea Charlie Boyer and the Voyeurs. W internecie pojawili się w czerwcu 2012 roku. Głośniej zrobiło się o nich jesienią, kiedy supportowali TOY podczas koncertów w UK. Świetnie wpisują się w brzmienia nowojorskiego art-punka połowy lat 70., ich muzyka przywodzi na myśl zaplecze pubu na East Endzie. Wykorzystują konwencję blank generation, jednak nadają tym dźwiękom nowy wymiar.

Kto kryje się za niezbyt skromną nazwą zespołu? Lider i gitarzysta Charlie Boyer (który macza również palce w okładkach ich singli) oraz czwórka innych muzyków nazwanych z francuskiego podglądaczami. Sam Davies gra na gitarze, Danny Stead jest basistą, Samir Eskanda uderza w bębny, a Ross Kristian jest klawiszowcem. W październiku wydali debiutancki singiel pt. I Watch You.

Ukazał się on w towarzystwie pozycji B-side pt. Be Nice zarówno na winylu, jak i w formacie cyfrowym. To efekt współpracy podjętej z Heavenly Recordings. Produkcją zajęli się Edwyn Collins i Sebastian Lewsley. Oba utwory powstały w londyńskich West Heath Studios.

I Watch You skojarzyło się internautom z noise-popem lat 80. (The Jesus and Mary Chain), The Only Ones, Buzzcocks, TELEVISiON czy nawet The Velvet Underground. Jakość typowa dla wytwórni Heavenly. Były też głosy, że The Voyeurs reprezentują indie w najgorszej z możliwych postaci, bije od nich pretensjonalność i zblazowanie.

Mimo to, w listopadzie The Guardian napisał o nich w rubryce zespół dnia. Jaki jest według magazynu pierwszy singiel zespołu? Za dobry. Tak obiecujący, że można mieć obawy, czy kiedyś stworzą coś na podobnym poziomie (uwaga słuszna w zestawieniu z wieloma spektakularnymi… i zapomnianymi debiutami). Z drugiej strony, sam Boyer nie jest świeżynką – niegdyś był frontmanem Electricity in Our Homes.

Londyńczycy są warci przynajmniej części hajpu, jaki rozpowszechniła na ich punkcie wytwórnia płytowa (do intensywnej promocji dołączyli się również, skumplowani z grupą, The Horrors). Pod koniec maja ukaże się pierwszy longplay muzyków z Charlie Boyer and the Voyeurs. W atmosferze ekscytacji i wątpliwości, czy podtrzymają wysoki poziom.

Nie ma więcej wpisów