Na wydanej w lutym tego roku EP-ce Screaming Females konsekwentnie wskrzeszają erę kaset i garażowy klimat lat 90. Co więc się zmieniło? Trio narzuciło sobie ciekawą, ambitną metodę tworzenia nowych piosenek – postanowili nagrać kawałki od ręki, idąc za ciosem, bez poprawek. Materiał zarejestrowali za jednym podejściem.

W efekcie otrzymaliśmy konkretny, bezpośredni album, na którym najdłuższy z utworów trwa zaledwie trzy i pół minuty. Unosi się na nim klimat jak z czarno-białych koncertowych teledysków. Jest tu punkowe zacięcie i agresja, ale też bogatsze, cieplejsze kompozycje.

W złagodzonym akustyczną gitarą Bad Men pobrzmiewa duch PJ Harvey czy Patti Smith. Wrecking Ball w refrenie eksploduje wściekłością, gardłowym wrzaskiem, ale w zwrotkach mamy brudny, grunge’owy riff i przejmujący wokal Marissy Paternoster, będący momentami na granicy skowytu. Ale Chalk Tape to nie tylko hałaśliwe gitary i prymitywny punk. Into the Sun hipnotyzuje plemiennymi bębnami, czerpie z pierwotnej rytmiki, wprowadza klimat plemiennych rytuałów.

Najnowsze wydawnictwo Screaming Females, co wynika z wymienionych wcześniej powodów, wydaje się być mniej dopracowane niż długogrające albumy – stąd ta surowość, nieoszlifowane brzmienie. Ale jest to brzmienie nieprzekombinowane, proste, szczere i doprawdy porywające. Te siedem piosenek ma, zdaje się, więcej potencjału i nieprzekłamanej ekspresji, niż wiele dzisiejszych longplayów. A zatem… czy można panią prosić do pogo? Marissy nie trzeba by pewnie długo namawiać.

Nie ma więcej wpisów