Odeon to już nie taka nowość, gdyż album swoją premierę miał w lutym. Aczkolwiek po tych paru miesiącach płyta w dalszym ciągu budzi wątpliwości oraz wciąga w polemikę nad dalszym rozwojem duetu Tosca.

Muzyka Ruperta Hubera i Richarda Dorfmeistera zawsze oscylowała pomiędzy szeroko pojętym downtempo a współczesnym jazzem, trip-hopem i ambientem. Ich nuta, tak charakterystyczna, stanowiła dosyć unikatowy towar na rynku muzycznym. Unikatowy, ale zachowawczy, gdyż duet nie odchodził od dobrze znanej sobie estetyki, potrafiąc zarazem zaskoczyć i zauroczyć słuchacza.

Odeon zdecydowanie odbiega od tych założeń. Mamy więc przed sobą produkcję mroczną, opierającą się głównie na wokalu, uciekającą od jazzowej estetyki, która dawała Huberowi i Doffmeisterowi przepustkę do zaistnienia na wszelkiej maści chilloutowych wydawnictwach.

Jakby chcieć szukać porównań, które pomogą zobrazować szósty w dorobku formacji LP, można by powiedzieć, że No Hassle (poprzednia płyta duetu) jest leniwą, letnią niedzielą, podczas gdy Odeon to mocno burzliwy poniedziałek, po którym do końca nie wiemy, czego się spodziewać.

Najnowszy album to zdecydowanie ciemna strona mocy. Mam wrażenie, że jest to broń, którą Huber i Dorfmeister skrzętnie ukrywali przed słuchaczem, przemycali gdzieś pomiędzy ładnie ułożonymi nutami kolejnych wydawnictw. Wbrew opiniom, te 10 utworów to nie totalny zwrot akcji, a negatyw tego, co dotychczas słyszeliśmy.

Austriacy zaangażowali do LP sporą grupę artystów, m.in. współpracujących już z Toscą Rodney’a Huntera i Chrisa Eckmana. I to właśnie owe charyzmatyczne głosy stanowią o sile tego albumu. Dawną melodyczność znajdziemy zaledwie w intro i outro, jakimi są kolejno Zur Guten Ambience i Bonjour. Pomiędzy trackami znajduje się jeszcze studzący emocje kawałek Soda. Reszta to już prawdziwa piosenkowa uczta.

Mamy nu-jazzowy, ciepły What If z jedynym na płycie żeńskim głosem należącym do Sarah Carlier. Jest też równie łagodna brazylijska bossa-nova (Stuttgart) w wykonaniu Lucasa Santtana. Dalej przeważają już tylko mroczne klimaty, które rozpoczyna Heatwave z na wpół szepczącym Rodney’em Hunterem.

Zdecydowanie najlepiej w zestawieniu brzmi, promujący album, utwór JayJay wykonywany przez JJ Jonesa. Dosyć halucynogenne dźwięki są tutaj podkręcane bardzo mocnym oraz momentami histerycznym głosem wokalisty wyśpiewującym: apple pies, apple pies, we’re all eating apple pies.

Ostatnim charakterystycznym motywem na płycie jest In My Brain Prinz Eugen właściwie wyrecytowany przez Stefana Wildnera, gdzie niemiecko-angielski tekst obudowany został dance-punkowym brzmieniem. Dosyć ekscentryczny kawałek, odbiega od całości, ale słucha się go z zaciekawieniem i lekkim uśmiechem.

Odeon to płyta nie tak eteryczna, jak inne wydawnictwa Tosci. Przebija przez nią aura bezsenności, niepokoju. Muzycy sami przyznali, że album ma stanowić pewien przebłysk tego, co usłyszymy od nich w przyszłości. Patrząc więc na ilość nawiązań, jakie tutaj mamy (Depeche Mode, Kraftwerk, Faithless), jest to taka symboliczna poczwarka, z której niebawem może zrodzić nam się coś naprawdę pięknego.

Nie ma więcej wpisów