Pamiętam dokładnie, kiedy na początku 2011 roku grupa Dope D.O.D. udostępniła swój singiel pt. What Happened i zrealizowany do niego klip. Podobnie jak masa innych ludzi zacząłem jarać się zespołem i ich twórczością. Miłą odmianą było dla mnie też to, że grupa pochodzi z Holandii, bo brzmienia jakie przeważały w ich kawałkach to raczej domena Brytyjczyków i z tym krajem kojarzył mi się zawsze grime i jemu podobne nurty. Pozytywnym zaskoczeniem był również oficjalny debiut Dope D.O.D., krążek Branded.

Świetny album wnoszący nieco świeżości na europejską rap scenę. Okraszony świetnymi bitami (chociaż wiele podobnych słyszałem wcześniej) i przede wszystkim charakterystycznym, szorstkim i często agresywnym flow każdego z członków zespołu. Niekryty entuzjazm z jakim słuchałem debiutu Dope D.O.D. spowodował, że na nowy album, Da Roach, czekałem z niecierpliwością. Przyznam też, że wcale nie oczekiwałem czegoś innowacyjnego, a jedynie godnej kontynuacji debiutu, która ugruntuje pozycję chłopaków na scenie. Tak też się, na szczęście, stało.

Największą zaletą grupy jest to, że świetnie łączą swoje teksty i flow z muzycznymi kompozycjami. Lecą po bitach bezszelestnie, tworząc zgrabne i profesjonalnie brzmiące twory, o czym wielu innych raperów czasem zapomina.

Warstwa muzyczna albumu stanowi bardzo ciekawą odskocznię od tego, co na co dzień oferuje rap. Płyta przepełniona jest niepokojącymi dźwiękami. Nie jest to oczywiście zarzut, ponieważ uwielbiam takie brzmienia – tajemnicze, chropowate, mające w sobie jakieś niedopowiedzenia. W kawałkach nie ma muzycznych momentów kulminacyjnych, które mogłyby rozkojarzyć słuchacza, co powoduje, że płyta jest bardzo spójna i słucha się jej z zainteresowaniem. Dźwięki są powolne, ale intensywne i zawierają sporo elektroniki oraz rytmicznych załamań. Za wyprodukowanie albumu odpowiedzialni są Peter Songolo, Maztek, ChuBeats, Noisia i Bong Ra. Produkcje łączą w sobie elementy klasycznego hip-hopu, elektroniki, dubstepu, grime’u, hardcore rapu, horrorcore’u, jungle i drum’n’bassu, tworząc album nietuzinkowy i naprawdę ciekawy.

W parze ze świetnymi aranżacjami idzie również warstwa liryczna, która przepełniona jest naturalizmem. Panowie, generalnie, lubią stosować bardzo graficzne, dosłowne i często obrzydliwe opisy, co powoduje, że nawet jeśli często nie zwracamy uwagi na teksty zachodnich artystów, tym razem w naszej pamięci zostanie z nich znacznie więcej. Wystarczy przywołać chociażby tracki: Staring Thru Tha Blinds, The Butterfly Effect czy Brainworms nagrany wspólnie z nowojorczykiem Kool Keithem, który jest jednym z prekursorów horrorcore’u.

Muzyka i teksty tworzą – dla niektórych może za bardzo – toksyczną podróż, w którą polecam wybrać się kilka razy. Wtedy wszystko do nas dotrze i zrozumiemy, że każdy kawałek to niebłaha historia, mimo że często brutalna, niepokojąca czy wręcz niekomfortowa w odbiorze. Da Roach to mroczna, ale i magnetyczna podróż.

Należy również wspomnieć o gościach, którzy udzielili się na płycie. Swoje partie dograli wspomniany już Kool Keith, Da Goldminerz, Onyx, Sean Price oraz Redman. Kawałek o tytule Groove nagrany z tym ostatnim – i jednocześnie jednym z moich ulubionych raperów – jest tym, do którego najczęściej wracam. Do gustu przypadł mi również Millennium Falcon, do którego powstał wyśmienity teledysk oraz Dope Vs. Gold nagrany wspólnie z Da Goldminerz na świetnym, nieco minimalistyczym – przywołującym na myśl klasykę – bicie, który spokojnie mógłby trafić na którąś z dawnych płyt Cypress Hill.

Podsumowując, Da Roach to satysfakcjonujący album. Dobrze się stało, że chłopaki nie silili się, by zrobić coś zupełnie nowego, tylko postawili na to, w czym naprawdę się odnajdują. Poza tym, wszyscy wiemy, że druga płyta zespołu łączy się z dużą odpowiedzialnością i oczekiwaniami fanów, dlatego też cieszy fakt, że chłopaki nie zawiedli. W przyszłości liczyłbym na wykorzystanie agresywniejszych bitów i włączenie do kompozycji jakichś instrumentów, np. gitary.

Zespół powiedział o tej płycie tak: We decided to call it „Da Roach”, because the Cockroach is the only living creature on earth that can survive a nuclear disaster. Our album is gonna be a classic and our music will survive. That’s why it is… „Da Roach”. Czy album faktycznie będzie klasykiem? To już zweryfikuje czas.

Nie ma więcej wpisów