Trudno jest sprostać czyimś oczekiwaniom, a jeszcze trudniej zaspokoić żądze rozentuzjazmowanego tłumu studentów wymagających sporej porcji dobrej muzyki. Jak trafić w ich gust? Organizatorzy tegorocznych katowickich juwenaliów nie mieli tego problemu, gdyż postawili na… różnorodność. Urozmaicenia się sprawdziły. Przeplatanie rock’n’rolla, poetycką melancholią, elektronicznym brzmieniem i szczyptą folku okazały się strzałem w dziesiątkę, ale po kolei…

Pierwszy dzień Totalnej Inwazji Studentów – koncertów plenerowych w Parku Leśnym (24 maja), mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych, zgromadził pokaźnych rozmiarów publiczność. O godzinie 20:00 zrobiło się lekko i subtelnie – na scenie pojawiła się eteryczna Mela Koteluk. Poetyckie teksty skupione na emocjach i melodyjna romantyczna muzyka obfitująca w pastelowe dźwięki sprawiły, że atmosfera zaczęła się stopniowo ocieplać. Artystka zagrała cały Spadochron i urzekła słuchaczy autentycznością. O ile niektóre wokalistki, aby skupić uwagę odbiorcy, silą się na efekty specjalne, wyszukane układy choreograficzne i prezentowanie kilku twarzy niczym kameleon, tak Mela Koteluk twarz ma jedną, tę prawdziwą – swoją własną i tym zjednuje sobie serca fanów.

Po wyważonej, pełnej delikatności dawce muzycznego optymizmu zaserwowanego przez Melę Koteluk, przyszła pora na mocniejsze brzmienia. Rozgrzewaniem publiczności zajął się zespół Coma. Powitany z euforyczną wręcz radością Piotr Rogucki jak zwykle nie oszczędzał głosu, a zespół – nie pozostając w tyle – karmił  fanów soczystymi gitarowymi dźwiękami. Było rytmicznie i dynamicznie, tłum piszczał, skakał i z entuzjazmem śpiewał wraz z wokalistą kolejne utwory. Nic dziwnego – Śląsk uwielbia Comę. Łodzianie wystąpili na juwenaliach drugi raz pod rząd, w roku ubiegłym także grali dla studentów, a jak wiadomo, raczej rzadko się zdarza by rok w rok na tak wielkiej imprezie była tzw. powtórka z rozrywki i występowali ci sami artyści. Niemniej jednak publiczność chciała, więc Coma przyjechała i zagrała energetyczny koncert.

Dzień później, 25 maja, pogoda była równie niekorzystna, bo jak inaczej nazwać opady deszczu i doskwierający chłód? Najpierw publiczność starał się rozruszać raper VNM, a zaraz potem na scenie pojawiło się trio Kamp!. O ile album studyjny zespołu w moim przypadku przeszedł bez większego echa, tak występ muzyków na żywo po prostu mnie zauroczył. I chociaż nie jestem jakimś wielkim zwolennikiem popowych rytmów electro okraszonych akcentami z lat 80. i nie przekonuje mnie owa stylistyka, tak Kamp! mnie ujął. Zresztą, nie tylko mnie – zgromadzona publiczność, mimo dokuczliwego chłodu, bawiła się świetnie. Koncert był perfekcyjny, doskonały pod względem technicznym, dopracowany i na wysokim poziomie.

Ostatnim artystą, który wystąpił w ramach tegorocznych juwenaliów, był Gooral. Najbardziej żywiołowa i nieprzewidywalna postać, jaka pojawiła się podczas katowickiej imprezy. Już w pierwszych minutach koncertu dosłownie ostudził zapał fotografów, wylewając na nich butelkę wody mineralnej. Mariaż muzyki góralskiej ze współczesną elektroniką niewątpliwie podobał się publiczności, która ochoczo reagowała na kolejne utwory. Krótko mówiąc – była moc!

I tak oto Juwenalia Śląskie 2013 przeszły do historii. Impreza upłynęła pod znakiem rozmaitości i w kilku smakach – słodkim, ostrym, łagodnym itd., gdyż  artyści, którzy zaszczycili swoją obecnością scenę w Parku Leśnym, zaprezentowali różne gatunki muzyczne. Był rock’n’roll, elektronika, folk – dzięki czemu każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Nie wiało nudą ani trochę! Jedyne co przeszkadzało to pogoda, ale cóż… akurat na to organizatorzy wpływu nie mieli.

Nie ma więcej wpisów