To bardzo dziwna płyta – nie ze względu na samą warstwę muzyczną, a na to jak działa. Zespół sam przyznał, że nie lubi sprzeczności, stawia na klarowność zachowań i przekazu. I choć można pomyśleć, że ich teksty dotyczą kolejnych miłosnych relacji, to ten aspekt w wielu momentach schodzi na dalszy plan.

Tak jest chociażby z grobowym Dark Doo Whoop, który powstał jako pierwszy utwór i spowodowany był niespełnioną miłością. Ale on tak naprawdę jest wizją końca świata, a zainspirowany został powieścią Cat’s Cradle. Z kolei singiel Hurricane rzeczywiście opowiada o huraganie Irene, choć same słowa można odczytać nieco inaczej, dość metaforycznie. A jednak. Sam tytuł albumu, jak i kilka innych utworów inspirowanych jest problemem ochrony środowiska i samego jego postrzegania – szczególnie tego, co widzimy w mediach.

Jednak, aby taka forma – jakkolwiek niecodziennie brzmiałaby w głowach zespołu takiego jak MS MR – zaistniała, potrzebny jest doskonały przekaźnik w postaci muzyki. A tak naprawdę formuła, która doskonale sprawdzała się na czteroutoworowej EP-ce Candy Bar Creep Show, nie znajduje tutaj ciekawszego rozwinięcia. Są momenty, które rzeczywiście ujmują jak choćby Salty Sweet czy dość szybki No Trace, którego bębny i reszta oprawy, zbliżona w paru procentach do Woodkida, brzmi naprawdę porywająco. W końcu należy wspomnieć o energii BTSK, który rozbudza dość niemrawą i wpadającą w kopiowanie wcześniejszych elementów końcówkę. Na szczęście to pobudzenie nie prowadzi do poszerzenia dziwnego trendu Think of You, który przy większej dawce tanecznego bitu mógłby znaleźć swoje miejsce w szeregu najmniej wymagających i przewidywalnych tworów pop.

Tym samym można odnieść wrażenie, że te skojarzenia z Adele (Salty Sweet) i zarówno wokalne, jak i przede wszystkim muzyczne z Florence Welch (No Trace) zlewają się w jedno. Jest nostalgicznie i klimatycznie, ale czasem utwory przemijają, niezbyt się odznaczając. Mimo kilku fajnych rzeczy, słychać, że pierwsze utwory znacząco różnią się poziomem od tego, z czym do czynienia mamy w dalszej części płyty. Potrzebna jest więc lekka modyfikacja, jakiś dodatkowy składnik, który mógłby się w brzmieniu MS MR odznaczyć. Nie będzie to najlepszy debiut tego roku, ale z pewnością można się z nim zapoznać, bo już sam początek – od Bones, po Fantasy – dostarcza solidnej dawki wrażeń. Szkoda, że nie można tego samego powiedzieć o reszcie.

Nie ma więcej wpisów