Co wynika z połączenia jazzowej lekkość i subtelności z wrażliwością i nieco mocniejszymi, rytmicznymi brzmieniami? The North Borders – krótko mówiąc. Kolejne dzieło Bonobo.

Krążek, który ukazał się trzy lata po bestsellerowym Black Sands (2010) i rok po Black Sands Remixed, stanowiąc tym samym uzupełnienie – pewnego rodzaju ciąg dalszy i w rezultacie – sumę poprzednich wydawnictw.

Jest na nim sporo pulsującej, momentami delikatnej elektroniki uzupełnionej różnymi instrumentami (skrzypce, pianino, harfa), a także wokalem zaproszonych gości – Erykah Badu (Heaven for the Sinner), Szjerdene (Towers), Grey Rewerend (First Fires) i Cornelia Dahlgren (Pieces)którzy swoimi charakterystycznymi głosami wprowadzają specyficzny, wręcz niezwykły klimat.

Poza tym, można dostrzec zauważalny ukłon w stronę różnych gatunków – house, breakbeat, soul, stłumiony dubstep, mroczny trip-hop, jazz, a także dyskretne echo muzyki klasycznej w tle. Artysta czerpie inspiracje z poszczególnych stylów i umiejętnie wybiera z nich to, co najlepsze, precyzyjnie łącząc w jedną całość.

W zasadzie cały album można podsumować popularnym przysłowiem: czym chata bogata… – bo tak samo jak gospodarz wita swoich gości obficie zastawionym stołem, tak Bonobo zatroszczył się o fanów i zaserwował ucztę pełną muzycznych smaczków. I chociaż jest to coś, co każdy z nas zna i miał z tym styczność wielokrotnie, muzyk potrafi wzbogacić aranżacje swoich utworów i odświeżyć je w taki sposób, że muzyka staje się wyprawą do baśniowego świata intrygujących i tajemniczych dźwięków, a słuchacz pozostaje zachwycony, wzruszony i – krótko mówiąc – pod wrażeniem. Simon Green jest znakomitym artystą, a najnowszy album w pełni to potwierdza.

Nie ma więcej wpisów