Zawsze miałem ten problem z Noviką, że mimo umiejętności, które pozwoliły jej się wybić w dość zmaskulinizowanym towarzystwie dj-skim, cały jej clubbingowy zapał nie był w stanie zachwycić mnie na dostatecznie długo. Tak jest i tym razem. Artystka po raz kolejny pokazuje, że umiejętności ma spore, ale ma też tendencję do wpadania w pewne pułapki. Znaczącym problemem jest brak określonego celu utworów. Taki Walk Away, choć minimalistyczny i w jakiś sposób pochłaniający swoim jednozdaniowym refrenem, można wzbogacić o jakieś inne środki – podkręcenie/zmniejszenie tempa czy bardziej ożywczy refren. Płynącą donikąd prostolinijność wzbogacić o element zaskoczenia. Tak się jednak nie dzieje, co nie jest jednak wielką ujmą. Ta mogłaby się pojawić przy większej dawce takich poczynań.

Na szczęście Heart Times potrafi zaskoczyć. Z początku trudno przyzwyczaić się do tego, że downtempo Who Wouldn’t można jakoś wcisnąć w repertuar Imogen Heap, że wokalistka trafia też w bardziej popowe tony, jak w typowo akustycznym Safest, który jednak stroni od balladowości. To jednak – w przeciwieństwie do Mommy Song – można uznać za ciekawe urozmaicenie repertuaru. W czwartym utworze drażni przede wszystkim wokal. Akcent Noviki brzmi tak, jakby próbowała stworzyć karykaturę samej siebie i swoich językowych umiejętności.

Jednak gdy już zaczyna tracić się nadzieję na prawdziwe doznania, dalsze dźwięki albumu zdają się przywracać Heart Times na właściwy tor. Ambientowy klimat i taneczne bity She’s Dancing oraz pewna duchota, jaką wprowadzają kolejne utwory, pokazuje, że w wielu przypadkach charakterystyczna subtelność aranży i wokalu, którymi próbuje operować Novika, działają na jej szkodę. Dopiero w drugiej części mamy do czynienia z ciekawym, dynamicznym tempem poprzedniego albumu oraz pewnym mrokiem czy odniesieniami do trip-hopu, jakimi przekonywał debiutancki Tricks of Life.

Scenariusz to jedyna napisana po polsku piosenka, która pokazuje, że Novika powinna poruszać się po takim terenie częściej. Ten fragment to najmocniejszy, najciekawszy i najbardziej pochłaniający utwór tego wydawnictwa. Ośmielę się nawet uznać go za jeden z najlepszych, jakie Novika stworzyła. I to właśnie ostatnie minuty działają na korzyść tej płyty. Bo choć dalej zdarzają się mankamenty i ma się wrażenie, że to wciąż nie są ostateczne pokłady możliwości Nowickiej, nie sposób ocenić Heart Times na mniej niż siedem z minusem.

Nie ma więcej wpisów