David August to student dźwięku, którego muzyka jest w fazie poszukiwań. Pierwszą EP-kę zaprezentował w 2009 roku i było to techno i tech-house w najczystszej postaci. Po pięciu minialbumach jego muzyka przepoczwarzyła się, dorosła, stając się mieszanką dobranych niespiesznie, współgrających ze sobą deep-house’owych i ambientowych dźwięków.

To dobrze, że pierwszy longplay tego artysty wydany został dopiero teraz. Dzięki temu to, co otrzymujemy, nie brzmi jak miszmasz zupełnie niepasujących do siebie instrumentów. Na Times wszystko płynie, a my odnosimy wrażenie, że w fazie tworzenia artysta naprawdę dobrze się bawił.

Zanim przejdę do samej płyty, dodam, bo dodać to należy, że August od dziecka grywał na instrumentach. Pianino stało się jego pierwszą miłością, a muzyka klasyczna stanowiła tło jego życia. Owa specyficzna wrażliwość pchała go ku spokojniejszym produkcjom, wychodzącym z samej jego duszy. I taki też jest album Times. W wywiadach David podkreśla, że owa płyta to bardzo osobisty projekt.

O osobistym charakterze Times świadczą również tytuły poszczególnych utworów – Help Me Through, I Don’t Care About You Goal, Consolation czy For Eternity. Każdy z kawałków wyposażony został w solidną dawkę dźwięków, żywych instrumentów oraz sampli, łącznie tworzących bardzo przestrzenne i klimatyczne formy ekspresji.

Artysta podkreśla, że nowe dzieło stanowi kolaborację wszystkich jego fascynacji muzycznych. Oprócz twórców muzyki klasycznej, jest to Stimming oraz Nicolas Jaar. Wpływ tego ostatniego jest wręcz oczywisty. Podobny bas, budowanie nastroju, podobna zabawa wokalem. Słuchając płyty po raz pierwszy, ta zbieżność melodyczna może razić nawet kogoś, kto ubóstwia Jaara, tak jak ja. Jednak po kilku i kilkunastu przesłuchaniach dochodzimy do wniosku, że to nie naśladownictwo, a pewien krystalizujący się nurt. Nurt młodych zdolnych muzyków, dla których liczy się głównie eksploracja, szukanie dźwięku doskonałego. Jest to też przedsionek do inteligentnej muzyki elektronicznej (IDM), którą charakteryzuje precyzyjność kompozycji.

Podoba mi się w tej płycie to, że August nie poszedł na łatwiznę i nie połączył nowych produkcji ze starymi. Album jest w pełni świeżym tworem, a każdy kawałek powstawał specjalnie z myślą o Times. Dzięki temu wszystko tutaj współgra, wynika jedno z drugiego.

Z racji, że lubię kompozycje piosenkowe, większą uwagę zwróciłam na For Eternity, który odczytuję jako utwór miłosny. W For Eternity słychać też Davida Augusta jakiego znamy z ostatniej EP-ki You Got to Love Me. Dalej wpada w ucho pełen niepokoju kawałek Until We Shine odśpiewany przez Augusta oraz wokalistkę Yvy czy Watch Your Step – chyba najbardziej kojarzący się z Jaarem. Jednakże są to wyjątki wokalne, a Times pozbawiony jest czysto parkietowych tworów. Muzyka na nim zebrana broni się w całości jako melancholijny, pełen upadków i wzlotów melodyjny set.

Dla Augusta tytuł płyty to zarówno analogia do wykorzystanych na niej odniesień, jak i określenie czasu potrzebnego na oswojenie się z tym albumem. Obie definicje są niezwykle trafne, jednak według mnie druga stanowi cenny dla słuchacza trop. Dlatego na odsłuch Times radzę wygospodarować sobie więcej czasu, by poznać, by polubić, by zrozumieć. Z pewnością nie będzie to miłość od pierwszego usłyszenia, ale długofalowa przyjaźń również może satysfakcjonować.

Nie ma więcej wpisów