Jeśli ktoś nie miał większych problemów z pierwszą płytą Kanadyjczyka, Drifters / Love Is the Devil będzie już tylko poszerzeniem tej historii o kolejne 85 minut. Night Walk może sprawiać bowiem wrażenie żywcem przejętego z Badlands, gdzie mechaniczne bity i przesterowany, mający posmak wokalistów rockabilly, głos Hungtai’a wodzi gdzieś pomiędzy jawą a snem. Rzężące lo-fi występuje tu jednak o wiele rzadziej, niż można by przypuszczać, nawet jeśli pierwsze elementy tego krążka to z reguły hipnotyczne syntezatory i jednostajne pomruki (Belgrade, Casino Lisboa).

A jednak aura zmechanizowanego miasta, jaką roztaczał debiutancki krążek, nie jest tu do końca tak słyszalna. Zmianę tonu niesie melancholia, która wypływa z kolejnych utworów części zatytułowanej Love Is the Devil. Mało tu niepokoju, dużo więcej łagodnych, choć wcale nie pozbawionych negatywnych impulsów zdarzeń. Landscapes in the Mist ucieka w witch house’owe odmęty, utwór tytułowy to bogactwo skrzypiec podkreślone lo-fi, z kolei melodramatyczne fortepianowe plamy kontrastują ambientowe pędy This Is Not My City. Skrajne emocje potrafią wywołać eksperymenty w stylu Aurevoir Mon Visage, które kojarzą się bardziej z rytuałami Czarnego Lądu niż z francuską balladą.

Co ciekawe, można tu też odnaleźć przekrój tej płyty, która zawiera w sobie Mirage Hall. Błądzenie między niezidentyfikowanymi odgłosami i motorycznym bitem nie ma w sobie, co prawda, futuryzmu Woman czy intymności Like the Ocean We Part, ale jest ciekawym wstępem dla kogoś, kto z Dirty Beaches nie był wcześniej zaznajomiony.

Alex Zhang Hungtai czerpie też z dorobku starej kinematografii, bo wiele jego utworów mogłoby posłużyć jako ścieżka dźwiękowa. Zresztą, sam album wydaje się być próbą stworzenia soundtracku współczesnego życia. Ale Drifters / Love Is the Devil wciąż nie jest propozycją dla wszystkich, których pociągają samotne nocne przechadzki. Zamiast swobodnie płynących dźwięków, chilloutu i przestrzeni, prezentuje surowość i psychodelię, która potrafi zarówno przyciągnąć, jak i odepchnąć.

Nie ma więcej wpisów