Cienka Biała Linia od kilku dni łączy trzy świetne miejsca w Poznaniu – kluby Dragon, Meskal i Meskalina połączyły siły, wskutek czego powstał minifestiwal, w ramach którego w czerwcu odbędzie się w sumie jedenaście koncertów i dwa performance. Właśnie w ramach Cienkiej Białej Linii poznańska grupa Szezlong zawładnęła Meskalem w piątkowy wieczór. Mimo pięknej pogody, która wręcz zniechęcała do tego, żeby wieczór spędzać w małym dusznym klubie, znalazło się kilkunastu miłośników gitarowych brzmień – każdy kolejny, który wybrał jednak rozrywkę na świeżym powietrzu, niech tylko żałuje.

Panowie zaczęli głośno i z każdą minutą koncertu było jedynie głośniej. Na tak małej przestrzeni, jaką dysponuje Meskal, brzmiało to naprawdę imponująco – dziwię się, że ściany i szyby wytrzymały to natężenie decybeli. Szezlong, mimo nazwy kojarzonej raczej z miłym, spokojnym wypoczynkiem, generuje konkretny hałas, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Okiełznać drzemiącą w tych chłopakach energię jest naprawdę trudno – podczas koncertu nieznacznie ucierpiało kilka krzeseł oraz okazało się, że lokalowe poduszki świetnie szybują z jednego na drugi koniec sali. Do tego dołóżmy jeszcze bardzo głośną perkusję, która momentami sprawiała, że miało się wrażenie powolnego, acz ciągle postępującego pękania kolejnych kości czaszki i rozwalający wszelkie zmysły stroboskop, a będziecie mieli choć małe wyobrażenie tego, co działo się w miniony piątek w Meskalu.

Trudno pominąć ekspresję sceniczną głównego wokalisty, ale to na muzykę tej grupy warto w szczególności zwrócić uwagę. Anglojęzyczne teksty i gitarowe brzmienie bardziej pasujące do ostatniego dziesięciolecia minionego wieku to już ich znak rozpoznawczy. Kompozycje takie jak City Desert, najbardziej przebojowy Improper oraz mój ulubiony kawałek pt. Naive sprawiają, że informacja o każdym kolejnym koncercie tych chłopaków wzbudza we mnie nieskrywany entuzjazm.

Najbardziej cieszy mnie jednak to, że za każdym razem (a śledzę ich poczynania niemal od samego początku ich istnienia) mam wrażenie, że chłopcy grają coraz lepiej. Niby są to te same kompozycje, niby zdarzają się – jak to w występach na żywo – małe wpadki, jednak z każdego kolejnego ich koncertu wychodzę coraz bardziej usatysfakcjonowana.

Panowie zapowiedzieli przerwę w koncertowaniu, jednocześnie poszukują intensywnie wydawcy. Mam nadzieję, że poszukiwania okażą się owocne, bo bardzo chcę postawić na półce ich album. Po prostu wiem, że to będzie dobra płyta.

Nie ma więcej wpisów