Major Lazer to muzyczny projekt, którego filarami są didżeje i producenci Diplo oraz Switch. Panowie łączą w swojej muzyce nurty takie jak rap, dancehall, reggae, moombahton, bounce, dubstep i przeróżne odmiany elektroniki. Taki zestaw jest gwarantem dobrej zabawy, a nie ambitnego czy konceptualnego przekazu, dlatego też nie oczekujcie od albumu, że będzie pożywką dla Waszej duszy. Po prostu bawcie się dobrze.

Pierwsza płyta projektu, Guns Don’t Kill People… Lasers Do, była świetną imprezową składanką, zrealizowaną również w oparciu o wspomniane wcześniej nurty muzyczne z przewagą dźwięków dancehallowych. W tym przypadku Major Lazer również podołali swojemu zadaniu – stworzeniu świetnego albumu rozrywkowego. Zdaję sobie sprawę, że taki multi-gatunkowy miszmasz nie każdemu przypadnie do gustu, jednak wszystkim, którym ciekawe muzyczne eksperymenty nie są straszne i potrafią bawić się przy żywiołowych, ale niecodziennych kompozycjach, Free the Universe gorąco polecam.

Zaletą albumu jest stylistyczne zróżnicowanie kompozycji. Już otwierający płytę, zrealizowany na świetnym bicie kawałek pt. You’re No Good zapowiada przynajmniej dobrą imprezę. Później album raz przyspiesza, raz zwalnia tempo, przeplatając mocniejsze bangery z tymi delikatniejszymi kompozycjami (np. Get Free czy Jessica). Nie znalazłem na płycie numeru, który znudziłby mi się nawet przy którymś z kolei odsłuchu. Moimi faworytami – chociaż wybieram je z wielką trudnością – są wspomniany kawałek otwierający album, Jah No Partial, Watch Out for This, Mashup the Dance i Bubble Butt.

Niektórzy mogą uważać, że Free the Universe to przeintelektualizowany zlepek bujających kompozycji, nieporadnie wykorzystujących wszystkie komercyjne nurty muzyczne. Dla mnie to imprezowa torpeda i prawdziwy muzyczny dynamit, który – mam nadzieję – będzie rządził wszelkimi letnimi imprezami, pozwalając zaprezentować się projektowi Major Lazer wszystkim, którzy go jeszcze dobrze nie znają, a słuchaczom po prostu zapewni świetną zabawę.

Goście wydawnictwa również nie zawiedli. Osobiście nie wracam za często jedynie do utworów Reach for the Stars (z Wyclef Jeanem) oraz Keep Cool (na którym udziela się Shaggy i Wynter Gordon). Poza wspomnianymi gośćmi, na płycie usłyszycie takich wykonawców jak Santigold, Elephant Man, Ms. Dynamite, Bruno Mars, Tyga, Flux Pavilion czy Laidback Luke.

W ostatecznym rozrachunku Free the Universe to bardzo dobry album. Niektórych mogą zmęczyć nieco mocniejsze i ostrzejsze dźwięki, inni z kolei będą nimi zachwyceni. Jedno jest pewne – póki co, jest to chyba najlepsza imprezowa płyta tego roku. Cytując brata niejakiej Natalii K.: Raise Ya Cup!

Nie ma więcej wpisów