Powodów, aby usłyszeć warszawski koncert islandzkiej grupy Sigur Rós jest tak wiele, że mógłbym poświęcić im felieton. Mam nadzieję, że tą zapowiedzią uda mi się przekonać chociaż część niezdecydowanych. 25 czerwca widzimy się w warszawskim Amfiteatrze w Parku Sowińskiego.

Pisząc o tym zespole, mogę już na wstępie przyznać się, że obiektywizm rzucam w kąt, a moje serce skradli kilka dobrych lat temu. Pamiętam jak dziś moment, w którym usłyszałem pierwsze dźwięki z albumu Ágætis byrjun – zakochałem się po uszy. Już wtedy wiedziałem – ten związek przetrwa długie lata.

Pierwsze spotkanie z zespołem odbyło się 20 sierpnia 2008 roku w warszawskim Amfiteatrze przy Elekcyjnej 17. Jechałem na ten koncert z ogromnymi oczekiwaniami. Zespół promował wtedy piąty studyjny album zatytułowany Með suð í eyrum við spilum endalaust – uważam, że to jeden z mniej udanych krążków w ich karierzePamiętam ten koncert doskonale, bo takich występów nie zapomina się do końca życia. Ponad dwugodzinny występ Islandczyków sprawił, że w tamtym momencie nic nie miało dla mnie większego znaczenia. Tylko scena i niesamowite emocje jakie wywołuje ten zespół. Bo to chyba emocje, które z każdym dźwiękiem budzą się w człowieku, są największym atutem ich muzyki. Nic tak nie uspokaja, nie hipnotyzuje, nie obezwładnia jak dźwięki Sigur Rós. Wtedy byłem już pewny – to zespół, z którym funkcjonuję w symbiozie.

Na kolejny występ musiałem poczekać kilka lat, ale cierpliwie wyczekiwałem ich powrotu do Polski. Po czterech latach ponownie pojawili się nad Wisłą – tym razem w ramach krakowskiego festiwalu Sacrum Profanum – podwójnie, bo 16 i 17 września. Ten koncert był zupełnie inny od poprzedniego. Po pierwsze: miejce – hala ocynowni – jedno z lepszych, jak nie najlepsze miejsce koncertowe w Polsce. Ten koncert nie mógł się odbyć nigdzie indziej, jak właśnie tam. Industrialna przestrzeń, ogromna scena, wielki ekran z wizualizacjami – mistrzowie budowania atmosfery po raz kolejny nie zawiedli. Magia w czystej postaci. Coś niesamowitego. No i album, który przyjechali promować, Valtari, w tamtej scenerii powalił na kolana.

Tym razem nie kazali na siebie długo czekać i wracają do Polski po niespełna roku. Już w najbliższy wtorek Sigur Rós zahipnotyzują Warszawę i po raz kolejny udowni, że w budowaniu napięcia i w wytwarzaniu emocji nie mają sobie równych. Tam po prostu trzeba się pojawić i przeżyć to muzyczne katharsis. Zespół przyjeżdża z siódmym studyjnym krążkiem, Kveikur, jednym z najlepszych albumów w dorobku zespołu.

Kiedy: 25.06 (wtorek)
Gdzie: Warszawa, Amfiteatr w Parku Sowińskiego (ul. Elekcyjna 17)
Wstęp: 179 zł
Start: 19:00

Nie ma więcej wpisów