Kiedy, po długim zwodzeniu słuchaczy EP-kami, Emika wydała swój debiutancki album, upewniłem się, że drzemie w niej pewien wyjątkowy rodzaj muzycznego geniuszu, który łączy w sobie dwie podstawowe pasje, bardzo rzadko spotykane u pojedynczego artysty. Nie tylko jest ona, jak to elektronicznym światku często bywa, świetnym inżynierem dźwięku, który poszukuje nowych tekstur i środków wyrazu, ale przede wszystkim jej klasyczna edukacja muzyczna pozwala zarówno na eksploatowanie w pełni istniejących już rozwiązań formalnych, jak i tworzenie nowych.

Puszczając ze swoich domowych głośników pierwsze dźwięki Dva wiedziałem już więc, że nie zawiodę się na zawartej tam muzyce, przepełniała mnie raczej ciekawość i niecierpliwość. Już minimalistyczna okładka wskazywała na kontynuację oszczędnego, eleganckiego stylu, jaki Emika obrała na wcześniejszych wydawnictwach. Przewidywania te potwierdza intro do płyty, czyli wykonana przez śpiewaczkę operową, Michaelę Šrůmovą miniaturka Hush, okraszona dramatyczną sekcją smyczkową. To swoiste zaznaczenie terenu, którym Emika zdaje się przestrzegać – to nie płyta dla poszukiwaczy łatwych melodii i rozwiązań, będzie poważnie, depresyjnie, uwierająco i nieco teatralnie. I tutaj leży klucz, otwierający słuchacza dwójki na prawdziwe piękno tego albumu. Jest on jak spektakl w awangardowym teatrze współczesnym, traktujący o psychicznym odosobnieniu, eksplorujący ciemne zakamarki ludzkiej seksualności i życia emocjonalnego.

Na Dva nadal mamy do czynienia z powoli pulsującą głębokimi, ewoluującymi basami elektroniką, ale wszechobecne pianino z debiutu dostało do towarzystwa warstwy różnorodnie zagranych instrumentów smyczkowych i bombastycznych, często nawet syntetycznie uzyskanych dęciaków. Najlepszym przykładem tego stylu jest fantastycznie skomponowany, acz bardzo depresyjny Young Minds, w którym wyzuty z emocji głos wokalistki przeplata się z warczącym jednostajnie basem i przejmującymi partiami trąbki. Nie zawiodą się też zwolennicy metalicznych basów rodem z Professional Loving (wspaniały, napędzany urywanymi samplami Sing To Me), czy specyficznego dla Emiki stylu gry na pianinie i późniejszego samplowania nagrań (powolny, północny dubstep w Sleep With My Enemies). Nie znaczy to jednak, że artystka kompletnie zarzuciła parkietowe inspiracje. Jak zwykle jednak wszystkie nadające się do zagrania w klubie kawałki są zmutowane charakterystyczną dla niej melodyką i ewoluującymi teksturami. Singlowy Centuries nadawałby się do filmu ilustrującego nasze bezcelowe poszukiwanie szczęścia w przesyconych alkoholem i narkotykami klubach,  a zmysłowo wyszeptane Mouth To Mouth przywodzi na myśl anonimowy seks przy wschodzie słońca.

Przez wszechobecne na tej płycie mrok i dekadencję przebijają się jednak momenty pełne nadziei. W połowie listy utworów Emika chwilowo powraca do kompozycji smyczkowej, tym razem zaśpiewanej samodzielnie i trzeba przyznać, że wraz z kolejną pozycją (Primary Colours) jest to jeden z najbardziej przejmujących momentów na albumie. Wokal mistrzyni ceremonii jest kolejnym elementem tego profesjonalnie skrojonego wydawnictwa. Nie sposób pomylić jej z inną wokalistką, a jednocześnie mam wrażenie, że rozszerzyła dodatkowo swoją paletę środków wyrazu. Serce słuchacza w odpowiednich momentach łamie się razem z głosem Emiki, a w jeszcze innych wokalistka zaskakuje nas mocną barwą. Tak naprawdę są tylko dwie rzeczy, które nie do końca pasują mi do Dva. Pierwszą jest cover Wicked Game, który na albumie innego artysty byłby wielkim triumfem w reinterpretacji klasyka, a tutaj brzmi jak zapchajdziura i szczerze mówiąc zamiast niego wolałbym usłyszeć kolejną autorską kompozycję. Drugim, niewielkim co prawda, zarzutem jest mała ilość eksperymentów z zakresu field-recordingu, z których Emika była znana od wydania EP-ki Chemical Fever. Rozumiem jednak, że mogłyby one zepsuć minimalizm producencki albumu.

Jeśli te wszystkie ochy i achy nad tą płytą nie zachęciły Was nadal do jej przesłuchania, to polecam spojrzeć na listę utworów – kto w dzisiejszych czasach nagrywa albumy liczące sobie piętnaście pozycji, z których każda ma do zaoferowania coś ciekawego i innowacyjnego? Mam wrażenie, że Emika potrafi po prostu idealnie trafić swoją muzyką w moją wrażliwość, a w dodatku porusza przy tym wiele gryzących nowoczesną społeczność problemów, czy to w tekstach, czy ogólnym, synestetycznym wręcz odbiorze albumu.

Nie ma więcej wpisów