Lato zaczyna się w Gdyni – to oficjalne hasło Cudawianków. Jak co roku, mieszkańcy Trójmiasta i turyści powitali lato w nadmorskim mieście. Różne atrakcje zaczęły się już rano, jednak punktem głównym był koncert na plaży. Pogoda dopisała, frekwencja również. W okolicach sceny pojawiło się mnóstwo ludzi. Jeszcze przed koncertami można było zobaczyć kilkaset osób, a liczba ta stale rosła w trakcie trwania wydarzenia, dobijając do kilkunastu tysięcy. Miejscami było tłoczno, co mogło przeszkadzać niektórym słuchaczom, jednak wystarczyło porzucić piwo i śmiało można było ruszyć na odgrodzony teren bliżej sceny, gdzie spokojnie można było czerpać przyjemność z dźwięków dobiegających z głośników.

Cudawiankowa scena prezentowała się rewelacyjnie. Sam fakt tego, że stała na plaży tuż przy morzu nadawał jej klimatu. Jednak ważniejszym aspektem było to, jak wyglądała. Za sprawą Jarosława Kuziary, który odpowiada za scenografię tego wydarzenia od 2010 roku, przybrała ona fantazyjną pomarańczowo-czerwoną oprawę i ciekawy kształt. Po zachodzie słońca wyglądała znacznie lepiej, gdy rozświetlały ją wielokolorowe światła.

Koncert poprowadziła prezenterka radiowej Trójki – Agnieszka Szydłowska. Pojawiała się pomiędzy występami artystów, lecz na krótko. Rozpoczęła i zakończyła całe wydarzenie, jak i prezentowała nadchodzących wykonawców. Całość przebiegała bardzo sprawnie, o czym świadczy punktualność każdego z koncertów – muszę przyznać, że zrobiło to na mnie pozytywne wrażenie, bo przywykłem do drobnych opóźnień.

Jako pierwszy na scenie pojawił się rapujący prawnik L.U.C. Wjechał on na scenę na białym rowerze i zaczął swój popis. Wystąpił ze specjalnie przygotowanym na koncerty plenerowe materiałem – PLANET L.U.C. Był to jeden z pierwszych w historii rapera koncertów przekrojowych. Na scenie pojawił się w towarzystwie bitboksera i muzyków. Nierzadko można było usłyszeć zabawy elektroniką i mieszanie muzycznych stylów. Publiczność bujała się w rytm takich piosenek jak Banany na twarzy czy Happy End – Pozytywnie. Oprócz artystycznego kunsztu i dobrej dykcji, trzeba przyznać, że L.U.C potrafi nawiązać bardzo dobry kontakt ze słuchaczami. Jego utwory przerywane były żartami i anegdotami.

Jako druga wystąpiła kolejna polska artystka – znana i lubiana Julia Marcell. Zdecydowanie podkręciła atmosferę jeszcze bardziej. Wiele osób podczas jej występu podnosiło się ze swoich koców, ręczników czy samego piasku, aby potańczyć i poskakać. Śpiewy wielu osób wtórowały artystce. Zdecydowanie najmocniejszą częścią występu Julii była druga połowa koncertu. Moment, w którym zaszło słońce i zrobiło się ciemniej, ośmielił publiczność do lepszej zabawy, a cała ta otoczka dodała klimatu jej piosenkom. Teksty takich utworów jak CTRL, Matrioszka czy Echo rozbrzmiewały nie tylko ze sceny od charyzmatycznej wokalistki, a również od wielu słuchaczy, którzy w końcu poczuli radosną atmosferę tego wieczora.

Po występie Julii przyszedł czas na główną gwiazdę tegorocznych Cudawianków. To właśnie jej koncert zebrał na plaży największą ilość słuchaczy. Gdy tylko Ayọ pojawiła się na scenie, rozbrzmiały ogromne brawa. Wieczorny koncert artystki – niedaleko morza, wśród unoszących się, rozświetlonych lampionów – zdecydowanie należał do udanych. Pomimo tego, że wiele osób zarzuciło jej przynudzanie i brak tanecznych utworów, to osoby, które znały jej twórczość, bawiły się świetnie. Uroczo uśmiechnięta wokalistka zaprezentowała Help Is Coming, najnowszy utwór Fire, a na bis wykonała to, na co wszyscy czekali – Down On My Knees. Pomimo braku piosenki, którą sam usłyszeć chciałem najbardziej – I’m Gonna Dance – uważam, że atmosfera podczas jej koncertu była iście letnia – przyjemna i beztroska.

Słuchacze spragnieni energetycznego uderzenia nie powinny czuć się zawiedzeni, gdyż imprezę zamykał występ nowojorskiej grupy Hercules And Love Affair. Artyści stworzyli bardzo udaną imprezę plażową. Publiczność znacznie się przerzedziła – jedni wracali szybko na powrotną kolejkę, inni niespecjalnie potrafili bawić się przy takiej muzyce lub najzwyczajniej w świecie byli zmęczeni. Dzięki temu wszyscy ci, którzy zostali, mogli wykorzystać wolną przestrzeń plaży do szalonej zabawy w rytm równie szalonej muzyki. Najlepszym momentem była końcówka koncertu, gdzie po zachwalaniu przez Andy’ego Butlera urody naszych panów, pań oraz wspaniałej otoczki plażowego koncertu, pokazali, na co ich naprawdę stać. Zagrali takie hity jak My House czy Painted Eyes i dali zdecydowany wycisk dla moich nóg, bo przetańczyłem ze znajomymi każdą piosenkę.

Tegoroczna edycja Cudawianków pokazała, że lato należy witać w Gdyni. Świetna atmosfera, dużo ludzi i rewelacyjna muzyka, w połączeniu, stworzyły wspaniały klimat. Zdecydowanie poczułem, że lato się rozpoczęło i gorąco polecam każdemu, aby za rok zacząć je właśnie tą imprezą.

Nie ma więcej wpisów