Tym razem płyta nieco inna – o przeszłości i przyszłości jednocześnie, bez potencjalnych hitów. Jest trochę jak dobra książka, w którą można się zagłębić i która daje do myślenia. Ta płyta nie jest lekka. Materiał „Kobiety” jest ciężki… – tymi słowami rozpoczyna się podróż w kobiecy świat widziany oczami rasowego faceta po przejściach.

Sięgając po najnowszą płytę Marka Dyjaka, wiedziałem, że sięgam po krążek nasiąknięty emocjami. Nie myliłem się. Co więcej, są to emocje z bardzo wysokiej półki, czyste i szczere, przez co ich odbiór jest nieco bardziej osobisty. Materiał można potraktować jako pewnego rodzaju spowiedź, tym bardziej, że znajdują się tu nie tylko piosenki. Wszystkie utwory przeplatane są wypowiedziami artysty. Temat? Dosłownie każdy, o ile w kilku zdaniach można wypowiedzieć się o wszystkim.

Można usłyszeć co nieco o nim samym, o jego przygotowaniach do nagrania tej płyty, cytat księdza Twardowskiego, a nawet pewne informacje o larwach pszczoły. Wszystko to, wraz ze śpiewanym materiałem, łączy się w opis życia w jego najprostszej i najszczerszej postaci.

Czym tak naprawdę są Kobiety? Jest to artystyczne starcie dojrzałego artysty, faceta, dżentelmena z materiałem ciężkim, który wyszedł spod pióra kobiet i który przez kobiety był wykonywany. Jestem przekonany, że każdy, kto sięgnie po tę płytę, zna chociażby jeden z puli nagranych na niej utworów. A pula jest dosyć pokaźna, bo znajdziemy tam takie standardy jak Miłość ci wszystko wybaczy Hanki Ordonówny, Na zakręcie autorstwa Osieckiej, kojarzone głównie z Krystyną Jandą czy Tomaszów wykonywany przez czarnego anioła polskiej piosenki – Ewę Demarczyk. Oprócz utworów, które, niestety, nie znaczą zbyt wiele dla młodych ludzi, znajdziemy tu też także odświeżone wersje nowych piosenek, takich jak Sutra, Sic! oraz Sen.

Wydawać by się mogło, że jest to kolejna płyta z coverami – przypomnienie o sobie za pomocą twórczości innych artystów. Zdecydowanie nie powinno się tej płyty tak traktować. Każdy z utworów dostał nowe życie, brzmienie i charakter. Wszystko wydaje się być bardzo autorskie i bardzo osobiste. Dojrzałe podejście do tematu czyni więc z tego albumu coś więcej – coś ponad odtwórcze wersje starych hitów i surfing na fali znanej twórczości.

Podsumowując – zdecydowanie nie jest to płyta do przesłuchania ot tak. Nie jest to płyta, która mogłaby lecieć w tle i nie jest to również płyta do samochodu. To emocjonalny kombajn, który porusza i daje do myślenia. Płyta świetna na wieczór, do kawy i papierosa, do odrobiny przemyśleń. Dorosły facet, facet po przejściach otwiera się dla słuchacza i robi ukłon w stronę kobiecego wkładu w świat muzyki. Co więcej, robi ukłon w stronę publiczności i za ten ukłon panie Marku serdecznie dziękuję. Chapeau bas!

Nie ma więcej wpisów