Jego twórczość porównuje się do brzmienia takich artystów jak m.in. Sigur Rós, Ólafur Arnalds czy Bon Iver. Momentami, rzeczywiście, blisko mu zwłaszcza do dwóch pierwszych (np. do Sigur Rós w utworze pt. Close To The Light, do Ólafura Arnaldsa w kompozycji zatytułowanej Flowering), jego muzyka faktycznie przywodzi na myśl najsłynniejsze nazwiska islandzkiej sceny.

To oczywiście komplementy, jednak Fismoll (właściwie Arkadiusz Glensk) zasila polską scenę, a na tej jest postacią absolutnie wyjątkową, zatem jakiekolwiek porównania należy sobie darować.

Ten młody singer-songwriter zaistniał w świadomości słuchaczy w zeszłym roku, dzieląc się kilkoma coverami oraz – z czasem – autorskimi utworami. Natychmiast zyskał sympatię odbiorców, a ich grono zaczęło się wyraźnie powiększać. Fismoll oczarował ludzi wrażliwością, głosem oraz spokojnymi, kojącymi melodiami.

Jego debiutancka płyta była wyczekiwana z niecierpliwością od miesięcy, tym bardziej, że data premiery została kilkakrotnie przełożona. Ten album zapowiadano jako najważniejszy debiut tego roku, Fismolla komplementowała Katarzyna Nosowska, a najlepszym dowodem na to, że twórczość Arka zasługuje na uwagę, niech będzie fakt, że masteringiem jego płyty zajęła się Mandy Parnell, która współpracowała z takimi gwiazdami jak m.in. Björk, Sigur Rós, Depeche Mode czy Róisín Murphy. Nie bez powodu zatem bannery reklamujące album tego młodzieńca głoszą: polski debiut światowej klasy.

Dokładnie 18 czerwca, kiedy krążek pt. At Glade trafił na sklepowe półki, cierpliwość została wynagrodzona, a ciekawość zaspokojona. Swoją drogą, w Empiku jeszcze przed tą datą na karcie produktu widniał już znaczek bestsellera. Nie ma w tym wszystkim niczego dziwnego – ten album zasługuje na te wszystkie określenia, pochwały i zachęty. Fismoll nagrał piękną płytę, która jest bezapelacyjną perłą na polskim rynku. Możną ją również śmiało postawić obok dokonań zagranicznych twórców.

Sercem At Glade jest warstwa instrumentalna, rewelacyjnie prowadzona przez smyczki, pianino czy też gitary. Kompozycje tworzą spójną całość, jednolitą, ujmującą historię, która dla każdego z Was będzie o czymś innym. Muzyka Fismolla daje bowiem ogromną przestrzeń dla indywidualnych refleksji czy marzeń. Choć autor albumu zaznacza na nim swoją obecność, wyśpiewując teksty głosem, który poruszył już wiele serc i wiele jeszcze zapewne poruszy, to jest to obecność nienachalna, pozwalająca znaleźć sobie własne miejsce pośród wszystkich emocji, jakie serwuje i generuje płyta, a są to zdecydowanie spore ilości.

Pięknem tego krążka jest również to, że każdy z jego elementów jest wyraźnie słyszalny. Np. o użyciu cymbałków nie dowiecie się dopiero wtedy, kiedy przeczytacie dokładnie wkładkę (z tekstami). To sprawia, że bogactwo materiału nie umyka uwadze, a At Glade zyskuje jeszcze większe uznanie. Melodie chłonie się od pierwszego do ostatniego utworu i kiedy wybrzmiewa ostatnia pozycja, oczywistym jest, że za moment należy ponownie wcisnąć play. Mniemam, że chętniej jednak skorzystacie z opcji powtarzania całości.

Nie ma więcej wpisów