Rumours – jedna z najlepiej sprzedających się płyt w historii rocka (określenie soft rock byłoby tu słuszniejsze, jednak bardzo zawężające). Wolałabym o tym nie wiedzieć przed pierwszym czy nawet dziesiątym przesłuchaniem. Może podeszłabym do tego z mniejszym spięciem, wolna od muzycznych schematów i uprzedzeń. Duże znaczenie ma również fakt, że Fleetwood Mac znałam wcześniej głównie przez pryzmat późniejszych radiowych hitów typu Little Lies czy Everywhere. Niosą one ze sobą znamiona wczesnych lat 0siemdziesiątych, choćby dyskotekowe brzmienie. Ale tak już jest, gdy pokolenie rodziców wpoi, czym jest Fleetwood Mac – trudno czasem wyjść poza przyjęty kanony. 

Płyta datowana na 1977 rok była jedenastą w dorobku powstałego zaledwie 9 lat wcześniej zespołu. Jak widać – bardzo płodnego w tamtym czasie.

Rumours dotarło na szczyty list przebojów w USA i Zjednoczonym Królestwie, sprzedając się w 45 milionach egzemplarzy. Płyta przyniosła Fleetwood Mac największy rozgłos i statuetkę Grammy. 

Zespół chciał poszerzyć komercyjny sukces poprzedniej płyty, Fleetwood Mac. Nie było jednak łatwo. Sesje nagraniowe do Rumours cechował hedonizm i personalne potyczki między członkami zespołu – te doświadczenia wpłynęły na warstwę tekstową. Wszystkie piosenki na krążku dotyczą spraw osobistych, głównie skomplikowanych związków. Podobieństwo tekstów zaskakuje tym bardziej, że każdy z wokalistów pisał swoje partie oddzielnie. Wyróżniają się tutaj jedynie traktujący o optymizmie Don’t Stop, mające formę modlitwy Songbird czy Gold Dust Woman (o kalifornijskiej przygodzie Stevie Nicks z kokainą). 

Skoro już o wokalistach mowa, słychać, jakim przełomem dla grupy było dołączenie Nicks i Lindseya Buckhinghama w połowie lat siedemdziesiątych. Od tego czasu grupa stała się kwintetem wokalno-instrumentalnym, grającym popularnego wówczas soft rocka z wyraźnymi elementami folk rocka. Dzięki wpływom popu, Rumours zostało zbudowane wokół miksu akustycznej i elektronicznej instrumentacji. We wszystkich utworach obecne są gitara i pianino lub organy. Oprócz standardowych bębnów, wyróżniają się kongi czy marakasy. Gdzieniegdzie, na przykład w Second Hand News, słychać echa celtyckiego rocka, a w I Don’t Want To Know przebrzmiewa Buddy Holly. You Make Loving Fun zainspirowany został R&B, a Gold Dust Woman (w którym słychać również klawesyn) free jazzem. Jedną z najbardziej skomplikowanych kompozycji na płycie jest The Chain, zachowana w konwencji ścieżki dźwiękowej. 

Już przy pierwszym przesłuchaniu uwagę zwraca jakość produkcji i idelana prawie harmonia trzech głosów. Wzajemne oddziaływanie na siebie wokalistów jest jednym z przyjemniejszych elementów longplaya. Płyta jest bardziej ekscentryczna niż poprzednia, zdaje się atakować słuchacza wprost z głośników. Każda melodia, każdy wers ma w sobie ładunek emocjonalny. Piosenki są mocniejsze i bardziej wyraziste, choć pomysły zespołu są trochę w nieładzie. Rumours jest rażąco nierówne. Najbardziej w ucho wpadają Go Your Own WayDreams, Don’t StopThe Chain. Nużą z kolei I Don’t Want To KnowGold Dust WomanSongbirdSecond Hand News. Pomimo wojeryzmu emocjonalnego, płyta jest niezrównanym bestsellerem ze względu na jakość muzyki. Fleetwood Mac obrócili problemy uczuciowe i życiowe zawirowania w klasyczny, nieśmiertelny pop. Rezultat jest niemal idealny – antymonia między brzmieniem a słowami, radosną powierzchnią a udręczonym sercem. Oto przyjazne radiowe nagrania o gniewie, żalu i stracie. 

Nagrywając Rumours, dowiedli, że sukces poprzedniej płyty nie był przypadkiem. Już trzy pokolenia zachwycają się tym albumem. Pozwolę się nie wliczać do tego grona. Muzyka jest zbyt ugrzeczniona i niewciągająca, by pretendować do miana ambitnej (jakże dobitne brzmienie możnaby stworzyć do takich tekstów!). Krążek nie porywa mnie może dlatego, że nagrania mają już swoje lata i trudno zadowolić ucho przyzwyczajone do nowoczesnych technologii. Polecam za to późniejsze wykonania, nie tylko koncertowe – mają w sobie więcej ikry, są odważniejsze i pełniejsze w warstwie dźwiękowej.

Mimo licznych kontrastów, co do jednego nie mam wątpliwości. Nieważne, ile egzemplarzy Rumours zniknęło ze sklepowych półek i ile iPodów zasiliło – okładka klasyfikuje się do czołówki najgorszych, jakie moje oczy widziały.

Nie ma więcej wpisów