Kanye West to bez wątpienia jeden z najoryginalniejszych i najbardziej charakterystycznych muzycznych artystów aktywnych w ostatnich latach. Używam takich słów nie bez przyczyny, ponieważ jest to postać budząca mieszane uczucia, ale jednocześnie będąca wybitnym muzykiem. Uwielbiam go nienawidzić i nienawidzę uwielbiać. Kiedy słyszę, co ciekawego dzieje się w jego życiu, kogo tym razem obraził, za kogo się uważa i dlaczego za Boga, to zwyczajnie zapominam, że to jeden z najlepszych raperów na świecie. Poza tym, nienawidzę autotune’a, ale gdy West na nim nawija, to jakoś mnie specjalnie nie drażni. Trudna osobowość show biznesu nie jest do oceny zazwyczaj łatwa, ale już jej twórczość tak. Albo jest geniuszem, albo pozerem lub pseudointelektualistą. Jeśli chodzi o Westa – to geniusz. Dziwny, zakręcony, zapatrzony w siebie, posiadający skomplikowaną duszę wariat, tworzący coś niepowtarzalnego. Takie zdanie określa wielu geniuszy i idealnie oddaje obraz Westa, jaki pewnie wielu z Was ma w głowie.

Płyty Late Registration oraz Graduation uwielbiam. 808s & Heartbreak zaskoczyła, a nawet trochę zszokowała mnie, bo po pierwszych odsłuchach zwyczajnie nie wiedziałem, czego właściwie wysłuchałem. Dzisiaj do płyty wracam bardzo często. W 2010 roku z ręki Westa wyszło dzieło absolutne – My Beautiful Dark Twisted Fantasy. Takiej płyty nie słyszałem nigdy wcześniej i do dzisiaj nie przestałem jej słuchać. Jest to według mnie, póki co, najlepsza płyta rapera i prawdziwe dzieło współczesnego hip-hopu. Album Watch The Throne z Jayem-Z wydawał się być tylko pstryczkiem w nos danym całemu przemysłowi muzycznemu i pokazał, kto się w nim liczy w dzisiejszych czasach. Kto słuchał albumów Westa, zna jego flow, świetne nawijki i przede wszystkim dobrane na nie kompozycje – unikatowe i odzwierciedlające intelektualizm enfant terrible amerykańskiej muzyki.

Czym muzyk mógł jeszcze zaskoczyć i jakie numery nagrać, żeby pokazać coś świeżego? Nigdy nie pomyślałbym, że jego najnowsza płyta pt. Yeezus będzie brzmiała tak, jak brzmi. I chyba w tym tkwi siła i magnetyzm Westa – opanowany do perfekcji element zaskoczenia.

Należy zacząć od tego, że wielu słuchaczom płyta może nie przypaść do gustu po pierwszym odsłuchu (też mi nowość w przypadku Westa!). Nie zmienia to faktu, że przy kolejnych próbach powinno już być lepiej. Nie jest to krążek lekki i wakacyjny, więc musicie dać mu szansę, aby materiał na nim zawarty w końcu Was pochłonął. Yeezus, pomimo kompozycyjnego zróżnicowania, trzyma bardzo wysoki poziom. Różnorodność podkładów w tym przypadku pomogła, nie tworząc czegoś przewidywalnego, ale wzbudzającego zainteresowanie i chęć dalszego słuchania.

Nad albumem pracowała gwardia fantastycznych muzyków. Kawałki wyprodukowali m.in. Daft Punk, Travis Scott, Rick Rubin, Mike Dean, RZA, TNGHT, Hudson Mohawke, No ID czy The Heatmakerz. Płyta pod względem brzmienia jest niepowtarzalna, a jej połamane elektroniczne dźwięki tworzą niesamowicie energiczną produkcję. Klimat albumu jest bardzo mroczny i momentami ciężki, aczkolwiek zdarzają się również utwory spokojniejsze i delikatniejsze. Poza tym, część numerów brzmi bardzo surowo. Już otwierający On Sight produkcji Daft Punk zapowiada nam całkowicie inne doznania niż w przypadku płyty jakiegokolwiek innego rapera. Później, na dłużej zatrzymały mnie utwory Black Skinhead, I Am A God, New Slaves, Hold My Liquor, Blood On The Leaves, Send It Up i Bound 2. Tym sposobem napisałem Wam niemal całą tracklistę tej płyty. Po prostu nie chcę wracać do pojedynczych kawałków. Słucham jej kolejny raz, od początku do końca, praktycznie nie przełączając między poszczególnymi numerami. Niesamowita muzyka, zrealizowana z dużym naciskiem na udziwnienia, smaczki i wykorzystanie całej gwardii zróżnicowanych dźwięków. Ludzie zajmujący się wyprodukowaniem płyty i czuwający nad jej ostatecznym kształtem odwalili kawał świetnej roboty.

Gośćmi albumu są Frank Ocean, Chief Keef, Bon Iver, Kid Cudi oraz King L. Wszyscy sprawdzili się, według mnie, co najmniej poprawnie, ale jeśli gospodarzem jest Kanye, to trudno wyobrazić sobie sytuację, w której gość byłby w stanie ukraść mu kawałek.

Jeśli chodzi o tekstową warstwę płyty – West nie wprowadza dzięki niej czegoś odkrywczego czy niespotykanego. Raper jest fantastycznym pozorantem, który przeplata poważniejsze tematy z mało istotnymi kwestiami. Takie połączenie, odpowiednio rozplanowane na płycie, sprawdza się wyśmienicie. Kawałki Black Skinhead i New Slaves są głośnymi manifestami muzyka dotyczącymi konsumpcyjnego niewolnictwa, które stało się, w jego opinii, realnym zagrożeniem dla czarnej części amerykańskiego społeczeństwa. Kanye zawsze lubił przybierać kostium proroka, Mesjasza czy nauczyciela ludu. Pewnie dlatego nazywanie siebie Bogiem przychodziło mu bez problemu. Teraz raper również odnosi się do swojego olbrzymiego ego (utwór I Am God), opowiada o problemach uczuciowych i trudnościach związanych z byciem w związku, relacjach między ludźmi, pornografii i kobietach. Spektrum tematów jest szerokie, a niektóre kompozycje wydają się wręcz stworzone dla określonych opowieści. Poza tym, przechwalanie się (lubię bragga w jego wykonaniu), hipokryzja i niespotykana szczerość – to sztandarowe elementy lirycznej warstwy Yeezus.

Rozumiem, że zamknięte hip-hopowe głowy – zaznaczam, że to nie ubliżanie – pewnie całkowicie skrytykują album. Wiem, że nie każdy fan tego gatunku będzie w stanie przełknąć taką produkcję. West jest przedstawicielem światowej muzyki, tworzącym jej zupełnie nową jakość. Jest osobowością, szaleńcem, geniuszem, a na produkcje takich ludzi czekamy z niecierpliwością i bez względu na to, czy nam się one podobają, czy nie, to właśnie o nich najwięcej dyskutujemy.

Królowa jest podobno tylko jedna. Król od wielu lat chyba również. Co jakiś czas się odezwie, tworząc coś niespotykanego i przede wszystkim swojego. Trudno mi zarzucić coś płycie kreatywnej, kompozycyjnie zróżnicowanej, lekko nawet wariackiej, pełnej emocji i wysublimowanych aranżacji. Na pewno wielu uzna Yeezus za dziwny twór, który niczego nie wnosi do muzyki, jak i do samego hip-hopu. Dla mnie to jego kolejny level… Kanye did it again!

Nie ma więcej wpisów