Powtarzać się nikt z nas raczej nie lubi. Tym samym nie zdarzyło mi się usłyszeć, że ktoś przepada za kopiowaniem muzycznych patentów czy nieudolnym powielaniem specyficznego klimatu wybranego artysty. Dla mnie jedynym wyjątkiem w tej sytuacji jest sama Islandia. To specyficzny kompromis, który zawsze wiąże się z dobrą i nastrojową muzyką – niekoniecznie smutną i dołującą. Islandczycy zawsze będą przyciągać moją uwagę, niezależnie od prezentowanych nagrań i nastrojów.

Moja skłonność do ustępstw i nagminna słabość do islandzkich klimatów kolejny raz mnie nie zawiodła. Tym razem serce zabiło mi mocniej wraz z dźwiękami, które zaserwował mi duet Vök, a konkretnie Margrét Rán i Andri Már. To był strzał w dziesiątkę, który kolejny raz przypomina mi gitarowy popis rodem z płyt The xx (tak, jak w przypadku poprzedniej prezentowanej sylwetki – The Night VI) i wokalną energię spod znaku Tegan and Sary.

Vök rozpoczęli swoją muzyczną przygodę zaledwie kilka miesięcy temu. Projekt zaczął się skromnie rozwijać na początku lutego, natomiast w marcu odbył się pierwszy występ Islandczyków na żywo. Muzycy przyznają, iż mają ogromne marzenia związane z muzyczną karierą, a ich inspiracją są tacy artyści jak Jai Paul, James Blake, Massive Attack i Alt-J.

W jednym z wywiadów zapowiedzieli, iż na początku lipca ma pojawić się ich debiutancka EP-ka, więc wypatrujcie jej uważnie!

Nie ma więcej wpisów