Jak ten czas leci! Co prawda, stara zasada głosi, że kobietom nie powinno się wypominać wieku, ale w przypadku tej pani czas działa tylko i wyłącznie na korzyść. Piękniejsza połowa duetu Moloko, ikona mody obdarzona niesamowitą charyzmą, ulubienica Polaków (teraz jej berło przejęła Jessie Ware) – Róisín Murphy kończy czterdzieści lat.

W ciągu ostatnich trzech lat w życiu Róisín dokonały się istotne zmiany. Studio i sale koncertowe zamieniła na domowe pielesze i towarzystwo swoich pociech. Coraz mniej słyszymy jej w solowych projektach (chociaż parę utworów wciąż czeka na wydanie), coraz częściej jest zapraszana do przeróżnych kolaboracji (tych ciekawych – Royal T czy Don’t You Agree, jak i tych mniej udanych – Dance For The Lights, przynajmniej w mojej ocenie). Wydaje się to być bezpiecznym sposobem na utrzymanie obecności w świadomości słuchaczy (nagranie wokalu jest o wiele prostsze, niż angażowanie się w proces tworzenia kawałka od podstaw, biorąc pod uwagę obecny tryb życia Róisín), chociaż powolne stawanie się wokalistką od featuringów nie jest zapewne jej zamiarem. Na szczęście, na brak propozycji nie może narzekać.

Nie tylko życie rodzinne jest jednym z czynników absencji artystycznej Irlandki. Sięgam pamięcią do roku 2009 i rozstania z EMI. Wówczas Róisín była w trakcie miksowania jakichś nowych kawałków o miejskim brzmieniu. Singiel-widmo Demon Lover miał napędzać całe wydawnictwo. Jednak o konkretnych datach nie było mowy. Z każdym kolejnym rokiem nadzieje na album numer trzy topniały. Róisín stwierdziła, że sama nie wie, kiedy wyda cokolwiek, więc nie mydliła nam oczu datami, które z założenia nie były realne. Odejście od giganta muzycznego pozwoliło wokalistce na większą swobodę twórczą. Zamiast oczekiwanego Demon Lover, który tak de facto usłyszeliśmy na żywo podczas pokazu mody Victora & Rolfa, Róisín wypuściła Orally Fixated i Momma’s Place. Podsyciły one entuzjazm fanów, lecz po wiadomości o pierwszej ciąży Irlandki wiadome było, że album nieprędko ujrzy światło dzienne. Sierpień zeszłego roku miał okazać się światełkiem tunelu – wreszcie utwór Simulation miał oficjalnie ukazać się na rynku. Teaser kompozycji Non Credere, jak i cały koncept tzw. włoskiej EP-ki, zawierającej nowe wersje włoskich klasyków z lat 60., rozpalił wyobraźnię fanów. Druga ciąża również nie stała się znakiem rychłego powrotu wokalistki z autorską płytą. W tym roku Boris Dlugosch (tak, tak, ten od remiksu Sing It Back) zaprosił Róisín do nowego utworu, mającego być powtórką sukcesu Never Enough. Według ostatnich wieści, wokalistka pojechała na jakiś czas na Ibizę. Tam ma pracować z producentami i muzykami nad nowymi utworami. Co z tego wyjdzie? Czas pokaże.

Czy obecna minimalna aktywność Róisín oznacza całkowite rozstanie z muzyką? Trudno spekulować. Rodzina wydaje się być dla niej priorytetem i jest to oczywiste. Być może, kiedy maluchy podrosną, Róisín powróci do czynnej pracy artystycznej. Fani oczywiście tęsknią. Wydaje mi się jednak, że będzie warto. Murphy jest tak nietuzinkową artystką, że można spodziewać się po niej absolutnie wszystkiego. Muzycznie jest ciągle poszukująca – nie wiem, po jaką stylistykę mogłaby jeszcze sięgnąć. Zapewne drugiego Ruby Blue nie usłyszymy. A nuż Róisín w końcu dokończy projekt pod tytułem miejskie brzmienie? Może wceluje w klimaty Luca C & Brigante’a, gdzie gościnnie śpiewała we Flash Of Light? Można by tak zgadywać godzinami. Czekajmy cierpliwie.

Czego mógłbym życzyć Róisín? Tego, żeby była w pełni zadowolona z życia, które obecnie prowadzi. No i tego, żeby od czasu do czasu pamiętała o swoich fanach.

Nie ma więcej wpisów