Bardzo osobista sobota to nowy cykl w serwisie musicis.pl, w którym co sobotę zaprezentujemy playlistę jednego z naszych redaktorów. To będzie bardzo osobiste podsumowanie tego, co w duszy każdego z nas gra. Chcecie poznać nasze muzyczne twarze? Włączcie Bardzo osobistą sobotę. Poniżej imprezowe propozycje dla tych, którzy nie mogli jechać na Open’era albo dla organizatorów open’erowych afterów od Kajetana, grającego też jako didżej pod pseudonimem DJ Avtomat:

1. Sophie – Bipp

Wytwórnia Numbers, która wydawała kiedyś najlepsze numery Deaboya, Redinho czy Hudson Mohawke ostatnio zapętliła się w bardzo dobrych technicznie, ale kompletnie pozbawionych emocji artystach jak pokroju Mosca. Jakąż miłą więc niespodzianką jest najnowsza EP-ka sygnowana ich logo. Bipp/Elle to ledwo dwuutworowe wydawnictwo debiutantki o głosie Smerfetki, Sophie, ale w momencie, kiedy usłyszycie bas wjeżdżający pół minuty po jego rozpoczęciu to zrozumiecie, że bez Bipp nie obędzie się w tym roku żaden upalny parkiet.

2. Fantastic Mr Fox – Pascal’s Chorus (feat. Alby Daniels)

Ostatnia EP-ka Fantastic Mr Foxa pełna jest niezidentyfikowanych trzasków-prasków, sampli i nieoczywistych struktur. Najbardziej jednak porywającym numerem jest otwierający ją Pascal’s Chorus, który oprócz pozytywnego przesłania (hear no hate, see no hate, speak no hate) wyśpiewanego przez Alby Danielsa oferuje posamplowane trąby, syntezatory brzmiące jak sekcja dęta i klikający, połamany rytm. Tak bardzo zaimponowała mi nietuzinkowa struktura i podejście to tekstur w tym kawałku, że na pewno w najbliższym czasie nie opuści on moich słuchawek.

3. Daftside – Doin’ It Right

Daftside to tak naprawdę Nicholas Jaar i Dave Harrington, którzy zabrali się za osttni album Daft Punk, który, delikatnie mówiąc, nie przypadł mi do gustu. Okazuje się jednak, że z właściwym podejściem i zestawem potężnych brzmień można z tej cytryny jeszcze coś wycisnąć. W ten sposób z bujającego w hip-hopowym rytmie Doin’ It Right i harmonicznych wokali Panda Beara powstał zarażający podskakującymi brzmieniami riddim, napędzany pociętymi niemiłosiernie wokalami.

4. Justin Martin – Ruff Stuff

Oficyna Dirtybird kojarzy mi się głównie ze święcącym triumfy w 2006 roku Claudem VonStroke, którego pieszczące ucho minimale z Who’s Afraid Of Detroit czy Chimps porywały do tańca tłumy. Nowoczesną permutacją tego klimatu jest najlepszy w repertuarze Justina Martina kawałek Ruff Stuff, którego przypominający piłeczkę ping-pongową rytm w połowie dostaje jakby wiatrów i wygrywa w cuglach nieoficjalny konkurs na najlepiej naśladujący bąki syntezator, jaki od dawna prowadzimy z szefową Pink Kong Records, Virą. Dodajcie do tego czarnoskórego rapera, który w odpowiednich chwilach podkreśla: this is the ruff stuff i już macie publikę na imprezie w garści.

5. Hackman – Agree To Disagree

Kolejny z producentów, którzy bez zbędnego rozgłosu produkują wspaniałe perełki, czyli Hackman, wydał w zeszłym roku aż cztery EP-ki, ale najbardziej w pamięć zapada właśnie najlepsza propozycja na upalne wieczory – okraszony syntetycznymi marimbami hit Agree To Disagree. Czy w skróconym radio edit, czy w pełnej klubowej wersji, przy tym numerze bardzo ciężko jest się nie poruszać.

6. Disclosure – Tenderly

Rozczarowany albumem cudownych braci Lawrence sięgnąłem wgłąb zeszłorocznych wydawnictw i, wraz z The Law Of One, wyszperałem na dysku tę perełkę. Jąkający się sampel wokalny, głęboki bas i połamany rytm podkreślony charakterystycznymi dla braci przeszkadzajkami – tak właśnie robi się klubowych zabójców. Szkoda, że większość albumu to bezduszny pop-house, ale zawsze pozostaje nam wracać do tych fantastycznych rytmów z poprzedzających go EP-ek.

Nie ma więcej wpisów