Jedenastoletnia przerwa w karierze to naprawdę widoczna nieobecność w showbiznesie. Eve swoją poprzednią solówkę, Eve-Olution, wydała w 2002 roku. W tym roku ukazał się jej nowy krążek pt. Lip Lock. Przyznam, że zawsze lubiłem Eve, jej płyty i uważałem ją za świetną raperkę, jednak ten album, a głównie jego słaba promocja, nie wskazywał na wielki comeback artystki. Ci, którzy Eve znają i słuchali jej nowego wydawnictwa, chyba zgodzą się z powyższym stwierdzeniem. Raperka nie tyle wróciła, co stopniowo wraca. Czy jej się to całkowicie uda? Nie wiem, jednak życzę jej powodzenia.

Co jednak ważniejsze, raperka nagrała dobry album, łączący elementy klasycznego hip-hopu, różnych nurtów elektroniki oraz popu. Eve nie siliła się na nagranie klasycznego do bólu materiału, ale stworzyła płytę w oparciu o gatunkowy miszmasz, który jest jej najbliższy. Za to duży plus.

Poza nawijaniem, raperka pokusiła się o wokalne partie, co według mnie również należy uznać za pozytywny aspekt płyty, ponieważ zabieg ten udał się.

Flow, głos i teksty pozostały bez zmian, ukazując prawdziwy charakter artystki jaką znamy od lat. Eve jest zadziorna, bezpośrednia, świadoma swego talentu, a jej pewność siebie jest słyszalna w większości numerów. Już otwierający album utwór Eve – nagrany wspólnie z Miss Kitty na świetnym bicie wyprodukowanym przez R8D!O – zachęca do dalszego odsłuchu. Jest to niewątpliwie idealny kawałek na początek płyty i niech świadczą o tym jego wersy: Ain’t no guessing it’s E-V-E. I’m the chick that they wish they’d be. Know by now, do not fuck with me. Kolejne kawałki są raz mocniejsze, raz spokojniejsze, co nie zmienia faktu, że razem tworzą płytę bardzo przyjemną dla ucha. Część utworów spokojnie mogłaby lecieć w najpopularniejszych stacjach radiowych w Polsce. Polecam szczególnie Make It Out This Town nagrany wspólnie z Gabem Saportą z grupy Cobra Starship, Wanna Be z Missy Elliott i Nacho oraz Mama In The Kitchen ze Snoop Doggiem.

Jak wspomniałem na początku, płyta łączy w sobie różne gatunki, tj. pop, hip-hop, r’n’b, reggae i różne nurty elektroniczne, tworząc ciekawy i zróżnicowany album. Za wyprodukowanie kompozycji na płycie odpowiadają m.in. Jukebox, Van der Wall, Moore, DJ Surge i Swizz Beatz. Poza wspomnianymi wcześniej gośćmi, na albumie udzielili się jeszcze Claude Kelly, Propain, Dawn Richard, Chrisette Michele oraz Pusha T i Juicy J w remiksie utworu She Bad Bad.

Pomimo tego, że Lip Lock to dobry album, ukazujący Eve w całej okazałości, to produkcja ta zawiera za dużo gościnnych występów i do tego tylko dwanaście utworów. Poza tym, niecałe czterdzieści minut materiału jak na ponad dekadę milczenia – a dla fanów czekania – to według mnie zdecydowanie za mało.

Jak zaznaczyłem wcześniej – mam nadzieję, że tym albumem Eve nie tyle powraca, co o sobie przypomina. Liczę, że na kolejny krążek nie będzie trzeba czekać ponad dekady i będzie on tak naprawdę tym wielkim powrotem Eve, a także pokaże jej nienaruszalną pozycję w czołówce światowych raperek. Tymczasem posłuchajcie Lip Lock – strawnej i smacznej przystawki, która tylko zaostrza apetyt na danie główne. Oby tylko do nas dotarło, nie naruszając bardziej naszej cierpliwości.

Nie ma więcej wpisów