18 czerwca był niezwykle owocnym dniem, biorąc pod uwagę ilość hip-hopowych premier, jakie tego dnia odbyły się w Stanach. Na rynek trafiły nowe płyty Kanye Westa, J. Cole’a i Mac Millera. O ile dwaj pierwsi walczyli o wyższe miejsce sprzedażowe, to Miller pozostał ze swoim materiałem trochę na uboczu medialnego szumu.

Jego album pt. Watching Movies With The Sound Off jest jednak na tyle ciekawą pozycją tegorocznych rapowych wydawnictw, że naprawdę warto się z nią zapoznać. Zaznaczę jednak, że nie jest to płyta imprezowa i typowo wakacyjna. Jej siła tkwi w nieskomplikowanych aranżacyjnie, aczkolwiek świetnych bitach, charyzmie i lirycznym talencie Mac Millera oraz w nieco narkotycznej otoczce słyszalnej od pierwszych dźwięków płyty.

Dla tych, którzy nie znają za dobrze bohatera tej recenzji, kilka słów wstępu. Mac Miller to młody raper pochodzący z Pittsburga i działający na amerykańskiej rap scenie odkąd skończył czternaście lat. Ma na koncie wiele mikstejpów i dwie solowe płyty – opisywaną oraz debiutancką pt. Blue Slide Park. Poza tym, Miller jest instrumentalnym samoukiem. Nauczył się grać na m.in. gitarze, pianinie i perkusji.

Pomimo tego, że debiutancki album Millera bardzo lubię, jest on według mnie nieco słabszy od najnowszego. Blue Slide Park był bardziej młodzieńczą zajawką opowiadającą o dorastaniu w Pittsburgu. Drugi album pod względem lirycznym jest znacznie poważniejszą produkcją. Teksty zawierają osobiste spostrzeżenia rapera na temat tego, co w jego życiu zmieniło się w ciągu ostatnich lat. Introspektywne spojrzenie na swoje życie, twórczość, słabości, stworzyło krążek, który pomimo tego, że Miller ma jedynie 21 lat, brzmi bardzo dojrzale. Zjarany filozof i orator to na pewno niezbyt profesjonalne, ale trafne określenia dotyczące Millera i jego nawijkowej stylówy oraz, bardzo często, liryki.

Za plus należy też uznać fakt, iż Miller przeważa na płycie. Na ma się wrażenia, że goście przejęli kontrolę nad krążkiem lub poszczególnymi kawałkami. Poza tym, wszyscy, którzy swoją obecnością zaszczycili wydawnictwo Millera, tworzą bardzo ciekawy team, który z całą pewnością zasługuje na uwagę, a mnie zainteresował w momencie ukazania się oficjalnej tracklisty płyty.

W kawałku I’m Not Real usłyszycie Earla Sweatshirta – dziewiętnastoletniego rapera, członka Odd Future. Jest to jeden z moich ulubionych numerów. Na krążku udzielili się także Ab-Soul w świetnym utworze Matches, Nikki Randa z grupy Blank Blue, Loaded Lux, Action Bronson, Schoolboy Q, Jay Electronica oraz Tyler, The Creator.

Produkcją płyty zajęli się m.in. wspomniany Earl Sweatshirt, Flying Lotus, Clams Casino, I.D. Labs, Pharrell Williams, The Alchemist, Chuck Inglish oraz Larry Fisherman. Ten ostatni to tak naprawdę Mac Miller, który po prostu na potrzeby swojej kompozycyjnej twórczości postanowił użyć takiego pseudonimu. Poza wspomnianymi wcześniej utworami, do gustu szczególnie przypadły mi Avian, S.D.S., Red Dot Music z Action Bronsonem, narkotyczne Watching Movies czy Goosebumpz wyprodukowane przez Diplo i będące jednym z trzech bonus tracków albumu. Dwa pozostałe to O.K., na którym udziela się Tyler, The Creator oraz Claymation. W kompozycjach wykorzystano również kilka ciekawych sampli, ale nie będę zdradzał, z jakich utworów pochodzą.

Jeśli znacie Mac Millera, to do jego najnowszej płyty nie będę musiał Was długo namawiać. Jeśli nie, to gorąco polecam nadrobić jego twórczość. Sprawdźcie najpierw debiutancki krążek, a później porównajcie z Watching Movies With The Sound Off, a usłyszycie, jak owocnym okresem w życiu muzyka mogą być zaledwie dwa lata, jak mogą go ukształtować i wpłynąć na jego artystyczny rozwój.

Nowy album Millera jest dla mnie jedną z bardzo pozytywnych hip-hopowych niespodzianek tego roku. Nawet jeśli Miller nie wygrał finansowej batalii ze wspomnianymi na początku kolegami po fachu (a nie wygrał), rozpoczętej w dniu premiery ich albumów, to i tak stanął do walki świetnie przygotowany, czego potwierdzeniem jest właśnie materiał zawarty na Watching Movies With The Sound Off.

Nie ma więcej wpisów