Liczba projektów, w których udział bierze Chino Moreno, robi się dość imponująca. Oprócz głównodowodzącego Deftones, jest także wokalistą Team Sleep, elektronicznego Crosses, a teraz do listy możemy dopisać Palms. Supergrupę, w której skład wchodzą członkowie post-metalowego Isis i Moreno właśnie. I niby nic w tym dziwnego, bo trio muzyczną działalność swojego macierzystego bandu zakończyło kilka lat wcześniej, a Chino, który ze swoim rodzimym zespołem okazuje się trwać właśnie w najlepszych latach kariery, musi znaleźć jakieś ujście dla wszystkich pomysłów.

Oba zespoły nie stronią w swoich kompozycjach od mocniejszych brzmień, które przeplatają partiami dostarczającymi dozę melodyjnej lekkości. Dlatego wszelkie domysły na temat brzmienia grupy, powstałej w 2011 roku, próbował rozwiać Jeff Caxide, który stwierdził, że Palms nie ma być Isis z Chino na wokalu. I w pewnym sensie sześcioutworowy set to przestrzeń nieporównywalna do metalowego usposobienia tamtych zespołów. Jak na standardy pełne progresywnego rozkojarzenia, pewnej melancholii, przyrównać ją można nawet do stylistyki pop-rockowej.

A jednak wciąż jest rozpoznawalna, czego dowodem choćby Future Warrior, gdzie spowolniony, rozpaczliwy bridge brzmi jak prosto z ostatnich płyt Deftones. Idąc dalej, można zacytować Patagonię: there’s a hole in space where the demons wait / they control our sounds when the silence goes. Moreno nie wyzbywa się swojego charakterystycznego, podzielonego na krótkie wersy sposobu śpiewania. Nie zmusza się też do większej modyfikacji sposobu pisania swoich tekstów, nawet na wyjątek kilku numerów. I choć to zawsze było w jego przypadku zaletą, w połączeniu z muzyczną konstrukcją w połowie podobną Isis, całość staje się zbyt znana, przewidywalna.

Palms jako czterdziestominutowa podróż jest pod wieloma względami dobra. Świetne dwa utwory na koniec – przełamujący monotonię Tropics oraz Antarctic Handshake – ale nie da się ukryć, że brzmi, jakby ekipa Deftones postanowiła stworzyć poboczny projekt pod inną nazwą. Co gorsza, grając ten sam zestaw dźwięków jak wcześniej, nic ze swoim stylem nie robiąc. Lepiej w tym wypadku wypadają inne projekty Moreno, z którymi radzę się zapoznać. Palms pod tym względem zawodzi i choć z płytą czas spędza się dość przyjemnie, to jest to raczej marne pocieszenie dla kogoś, kto miał większe nadzieje związane z tym zespołem .

Nie ma więcej wpisów