Nie ma chyba na dzisiejszej scenie inteligentnego popu bardziej rozpoznawalnej postaci niż Monika Brodka, która w kilka lat przepoczwarzyła się ze sterowanej przez wielką wytwórnię finalistki talent-show w artystkę w pełni niezależną i świadomą swoich atutów. Płyta Granda przyniosła trzy olbrzymie hity, których refreny potrafi powtórzyć każdy, kto tylko interesuje się polską muzyką. Nie było więc zaskoczeniem jak wielka publika zebrała się w ciepły, czwartkowy wieczór pod POP-UP STORE, żeby posłuchać jej koncertu.

Obszar wydzielony dla publiczności przez Zatokę Sztuki zapełnił się w mig, więc ludzie zaczęli siadać po bokach sceny, a później pokryli szczelnie właściwie całą plażę. Sama artystka, z nieodłącznymi ostatnio loczkami na głowie, była chyba nieco zdziwiona takim obrotem zdarzeń, co skwitowała humorystycznym „przykryliście cały piasek„. Po czym zagrała, co też chyba nie powinno być niespodzianką, świetny koncert. Widok całej plaży siedzących ludzi podnoszącej się naraz na nogi i zaczynającej tańce był tak oszałamiający, że w pierwszej chwili przyćmił nawet sprzyjające warunki pogodowe i piękną scenerię. Brodka tymczasem nie patyczkowała się z repertuarem – już jako drugi utwór usłyszeliśmy hit Dancing Shoes w tanecznej aranżacji rodem z remiksu chłopaków z Kamp!, co pokazuje jak góralska natura wokalistki przekłada się na dynamikę jej koncertów. Momentalnie rozgrzana publiczność, brodząc po kostki w rozgrzanym jeszcze piasku, odpowiedziała taką dawką energii, że aż muzycy na scenie zaczęli wymieniać się zdumionymi spojrzeniami.

Chwilę później roztańczona plaża dostała kolejny ulubiony kąsek, czyli numer W Pięciu Smakach, który tak naprawdę rozpoczął metamorfozę Moniki Brodki w Brodkę. Genialny tekst i wyjątkowo skoczna instrumentacja znowu sprawiły, że plaża zamieniła się w (o ironio!) morze falujących głów. Kolejną niespodzianką było dobudowane do tego utworu dubstepowe interludium, w którym Brodka i jej zespół pokazali, że niestraszne im żadne zakątki sceny muzycznej. Należy tutaj nadmienić, że Monika nie należy do artystek, które każdy utwór poprzedzają przemową, ale w ciągu tego koncertu nie mogła się powstrzymać i kilkukrotnie wyrażała swoje zdziwienie co do frekwencji i dobrego humoru publiczności. Nie zabrakło oczywiście kolejnych piosenek z wielokrotnie nagradzanej Grandy, włącznie z pokazującym pazury utworem tytułowym oraz następnym świetnym tekstem, czyli Krzyżówką Dnia. Komplementy należą się zarówno wokalistce, której charakterystyczna barwa głosu spinała koncert w całość, jak i świetnemu zespołowi, który najwyraźniej działa niczym dobrze naoliwiona maszyna pod wodzą mistrzyni ceremonii.

Słońce już dawno schowało się za widnokręgiem, uwydatniając wiszący nisko nad Zatoką Sztuki, żółty księżyc (prawie jak „gorąca pełnia” z tekstu utworu Saute), gdy wybrzmiała nowa aranżacja rozpoczynającego płytę utworu Szysza, którą mogliśmy usłyszeć już podczas festiwalowych wojaży Brodki. Zaraz potem zespół zszedł na chwilę ze sceny tylko po to, by zostać na nią przywołany z powrotem krzykiem i aplauzem ponad dwóch tysięcy gardeł. Ci, którzy bardziej cenią sobie oryginalne wersje singli zostali obdarowani powtórką Dancing Shoes z EP-ki LAX, która została chwilę później doprawiona przepięknym Varsovie, wyśpiewanym przez Monikę wspólnie z publicznością.

Kiedy nadszedł koniec koncertu widać było, że zarówno Brodce jak i publice ciężko było się ze sobą rozstać. Nic dziwnego – w końcu publiki, która potrafi zakryć roztańczonym i roześmianym tłumem całą plażę nie zapomina się ot tak. Był to zdecydowanie najbardziej dotychczas udany koncert w ramach H&M Loves Music.

Nie ma więcej wpisów