W dwa lata po starcie pierwszej imprezy z cyklu Music Of The Future możemy cieszyć się wydaniem pierwszej, właśnie urodzinowej, kompilacji o tytule Music Of The Future Volume 1.

Music Of The Future konsekwentnie budowało swoją markę na parkietach klubów, sprowadzając na imprezy największe tuzy światowej elektroniki. Tym razem powstała składanka, na której znajdziemy wyłącznie reprezentantów polskiej sceny tanecznej.

Polska fonografia próbowała wielokrotnie promować rodzime produkcje związane z nowoczesną sceną house/techno/electronica (Zakręcona Paczka, Pepsi Faza, RBMA Inside Out Poland, Vinyl Deser, Poland Calling). Przeważnie jednak brakowało właściwego podejścia marketingowego, dobrego doboru artystów, a przede wszystkim warunku koniecznego – zbudowanej wcześniej marki, która trafiałaby do odbiorcy. Scena techno, podobnie jak hip-hopowa, jest bardzo skomplikowana – aby odnieść sukces i zdobyć szacunek, trzeba ją po prostu reprezentować.

W przypadku wydawnictwa Music Of The Future Volume 1 wszystkie warunki są spełnione – Music Of The Future jest ceniona wśród klubowiczów, a wydawcą jest label Marcina Krupy, Ponton Music, który wydał już tak znakomite EP-ki jak np. autorski Nutcracker.

Artyści, których tracki pojawiają się na płycie, to m.in. Pvre Gold, BLKSHP, Tom Encore, Weld, Marcin Krupa i Fau. Spektrum muzyczne jest bardzo szerokie – od nowoczesnego juke, poprzez techno, aż do future garage i acid-house.

BLKSHP serwuje kolejny solidny techno-track (Plum!) i już nie mogę doczekać się ich debiutu. Fault Lines & MCQ łamią bit, samplując house’ową divę Inaya Day z klasyka Borisa Dlugoscha Hold Your Head Up High. Weld i Fau dostarczają kolejną już dawkę wielowarstwowego, mocnego techno, a Pvre Gold eksperymentują z trzystatrójką, jakby w kalendarzu nastał rok 1987.

Płyta jest bardzo spójna i równa, ale zyskałaby jeszcze większy wydźwięk, gdyby znalazł się na niej jeden bardziej nośny utwór o funkcji quasi-singla z hymnem całego cyklu Music Of The Future. I to mój osobisty pomysł na Volume 2 – proponuję spojrzeć w stronę polskiej sceny garage i bassline (Łódź, Kraków).

Może czas na nowe polskie klasyki, takie jak Sztuki / Zeppy Zep vs Molesta (promo kompilacji Niewidzialna Nerka / S1 Warsaw). Bo czasem underground goes overground. Nie czyniąc nikomu krzywdy.

Nie ma więcej wpisów