Cudze chwalicie, swego nie znacie – ta stara maksyma idealnie podsumowuje chorzowski przystanek Męskiego Grania. W tym roku Męskie Granie już po raz czwarty wyruszyło w Polskę, by promować dobre rodzime granie w siedmiu miastach. Po dwuletniej przerwie trasa koncertowa ponownie zagościła na Górnym Śląsku. Z korzyścią dla obu stron – my dostaliśmy niesamowitą dawkę muzyki, a artyści fenomenalną publiczność.

Koncert rozpoczął Krzysztof Zalewski, który jest jednym ze zwycięzców Nowego Męskiego Grania. Muzyk zaprezentował kawałki z jego świeżutkiej solowej płyty. Publiczność dopiero się zbierała, więc frekwencja niestety nie powalała. Po półgodzinnym występie na scenie pojawiły się Ballady i Romanse. Siostrom Wrońskim udało się zarówno rozbawić publikę, jak i ją oczarować. Ich koncert idealnie wpasował się w panującą wówczas sielską atmosferę. Słońce przygrzewało, ludzie siedzieli na trawie, a wokół rozbrzmiewała piękna muzyka – czego chcieć więcej? Po tym występie Ballady i Romanse caіkowicie mnie zauroczyły i z miejsca trafiły na moją listę zespołów, które koniecznie muszę mieć na oku. Szczególnie, że całkiem zdolne z nich bestie – dziewczyny same piszą, komponują, produkują.

Nagłe zagęszczenie ludzi zwiastować mogło tylko jedno – przyszła kolej na Tworzywo Sztuczne. Gdy rozbrzmiały pierwsze dźwięki i na scenę wkroczył Fisz z Emade, publiczność oszalała. Artyści dali energiczny koncert, na którym ku uciesze fanów nie zabrakło Narkotyku czy Zwierza bez nogi. Szkoda jedynie, że muzycy nie pojawili się nieco później. Wpłynęłoby to nie tylko na frekwencję, ale także na lepszy odbiór.

Po tej solidnej dawce hip-hopu w Chorzowie zrobiło się nieco spokojniej, a to za sprawą międzynarodowej formacji très.b. Coś czuję, że Fryderyk i Paszport Polityki to dopiero początek sukcesów, jakie czekają zespół. Hipnotyzujący głos Misi w połączeniu z równie przyjemną muzyką sprawił, że po prostu odpłynęłam.

Maria Peszek w roli debiutantki? A jednak. Aż trudno uwierzyć, że to był pierwszy występ wokalistki na scenie Męskiego Grania. I od razu taki widowiskowy! Kontrowersyjna i pełna energii zrobiła istny dym na scenie. Artystka zaprezentowała oczywiście wybuchowy materiał z najnowszego krążka, a oprócz tego wykonała cover Depeche Mode – Personal Jesus. Peszek udało się porwać publiczność do tego stopnia, że ta skandowała jej imię na długo po zakończeniu występu. Niestety, bisów nie przewidziano.

Atmosferę ostudził występ Leszka Możdżera – perfekcyjny w każdym calu. W zasadzie to w prawie każdym, bo wydarzyło się coś niecodziennego – urwała się noga od fortepianu. Podobno Leszek przejechał cały świat, aż tu dopiero w Chorzowie coś takiego mu się przydarzyło. Sytuację szybko opanowano i mogliśmy już bez przeszkód i niespodzianek wysłuchać cudownych dźwięków płynących spod palców artysty. Po kilkunastu minutach do Możdżera dołączył O.S.T.R.

Adam usiadł na ziemi i zaczął snuć opowieść o muzyce wzbogaconą o fenomenalne dźwięki fortepianu. Wielu się zastanawiało: jak to wypadnie? Artyści reprezentują przecież kompletnie inne style muzyczne. Obawy okazały się bezpodstawne – połączenie hip-hopu z muzyką klasyczną nie jest niemożliwe. Ostrowski zażartował nawet, że od tej chwili Możdżer oficjalnie należy do Tabasko. To był jeden z najmocniejszych momentów tego dnia.

To nie był jedyny duet, jaki dany nam było usłyszeć tego wieczoru. Na scenie pojawił się kolejny debiutant – Stanisław Soyka. Udało mu się nawiązać kontakt z publiką do tego stopnia, że ta odśpiewała z nim Absolutnie nic. Muzyk złożył także hołd Czesławowi Niemenowi, śpiewając Dziwny jest ten świat w nastrojowej, jazzowej odsłonie. Po chwili dołączyła do niego Kasia Nosowska, z którą wykonał Sen o Warszawie, hipnotyzując tłumy zgromadzone pod sceną.

Po godzinie 21:00 sceną zawładnęło Hey. Dobór piosenek mógł zaskoczyć – w Chorzowie zabrzmiały zarówno dobrze znane Muka czy Boję się, ale też Wilk vs. Kot z najnowszej płyty. Ich występ minął stanowczo za szybko i do teraz dźwięczy mi w uszach.

Trzeci duet na scenie także zrobił zamieszanie. Na scenie pojawił się Ostry z Grażyną Łobaszewską, która tego dnia obchodziła urodziny. Nie obyło się bez hucznego Sto lat odśpiewanego przez setki gardeł. Adam po raz kolejny tego dnia udowodnił, że ma talent konferansjerski, sprawiając, że publika robiła wszystko, o co prosił.

Na koniec najbardziej zadziwiający występ, o którym dużo mówiło się już wcześniej. Niesztampowe kompozycje 2Cresky, którym towarzyszył Łukasz Lach w połączeniu z nagraniem wideo ukazywanym na wielkim telebimie umieszczonym na scenie wprawił w zdumienie.

Wisienką na torcie był występ Small Synth Orchestra. Grupa powstała na potrzeby tej edycji Męskiego Grania, a na jej czele stoją tegoroczni dyrektorzy kreatywni, czyli Kasia Nosowska i Adam Ostrowski.

To był wieczór pełen wrażeń, obfitujący w najróżniejsze doznania muzyczne. Pochwalić należy także konferansjerkę. Cały koncert poprowadził niezawodny Piotr Stelamach, znany wszystkim z radiowej Trójki. Oprowadzał po backstage’u, opowiadał anegdoty i przekomarzał się z publicznością. Wszystko razem świetnie zagrało. Od pogody, przez publiczność, na muzykach kończąc. Grała nawet przestrzeń – postindustrialne tereny starego Szybu Zygmunta, dziś przemianowanego na Sztygarkę, idealnie wpasowywały się w koncepcję.

Nie ma więcej wpisów