To były wakacje zeszłego roku. Zaciekawiona czarno-białą miniaturą odnoszącą do klipu, włączyłam utwór zupełnie nieznanego mi zespołu i… wpadłam po uszy. Tak, mogę to śmiało powiedzieć – to była miłość od pierwszego usłyszenia.

Słysząc Sweater Weather grupy The Neighbourhood przed oczami jawiła mi się skąpana w słońcu kalifornijska plaża, jeżdżący ulicami Los Angeles Ford Mustang, wolność i wiatr we włosach. Chciałam więcej. Sięgnęłam więc po I’m Sorry – pierwszą EP-kę grupy zawierającą pięć kompozycji. Nadal jednak odczuwałam niedosyt. Z nieskrywaną niecierpliwością wyczekiwałam zatem debiutanckiego krążka I Love You, który miał być dla mnie Kalifornią w muzycznej postaci.

Sweater Weather okazał się być jednak jedynym kawałkiem budzącym pozytywne odczucia, napięcie, wyzwalającym chęć na romantyczną przygodę. Wsłuchując się bowiem w każdą kolejną kompozycję, na myśl przychodziło mi tylko jedno stwierdzenie – love hurts. Czyżby tytuł miał być przewrotnym zagraniem? I tak, i nie. Wszystko zależy od interpretacji odbiorcy.

Zarówno warstwa tekstowa, jak i brzmieniowa wprowadzają dość mroczny, bardziej nostalgiczny klimat, który nijak ma się do radosnego wypowiadania słów kocham Cię. Chyba że w kontekście kocham Cię mimo wszystko. Trudno odszukać bowiem jakiejkolwiek wiary i radości w wersach utworu How (how could you tell me that I’m great when they chew me up, spit me out, pissed on me?). W Staying Up z kolei ze święcą szukać nadziei (how can I sleep if I don’t have dreams? I just have nightmares). Trudno też mówić o wielkiej, szczęśliwej miłości, słysząc: you’re too mean, I don’t like you, fuck you, anyway, you make me want to scream at the top of my lungs.

Nie rozgrzeją nawet subtelne, łagodne dźwięki. Utrzymany w rockowej stylistyce, z elementami elektroniki i trip-hopu, krążek The Neighbourhood powiewa chłodem. Nie napiszę jednak, że czuję się nim zawiedziona. Zostałam zaskoczona całością, która bardziej wpisuje się w konwencję gangsterskiego filmu z Jamesem Deanem w roli głównej niż w słodkie, wakacyjne love story. Ale to dobrze, bo ta wersja zdecydowanie bardziej mi odpowiada.

Nie ma więcej wpisów