Pet Shop Boys nie wracają z nowym albumem – jak piszą niektóre media. Oni prostu wydają kolejną (dwunastą już) znakomitą płytę – i to w 10 miesięcy po świetnym, melancholijnym Elysium. Chyba nikt się nie spodziewał, że grupa z 30-letnim stażem na scenie będzie bić się o nr 1 na liście sprzedaży w Wielkiej Brytanii i kandydować już w lipcu do miana albumu roku na całym świecie.

Tymczasem Neil i Chris pozostają tymi samymi artystami co dotąd – inteligentami popu, pasjonatami muzyki elektronicznej ubranej w płaszcz z historii europejskiej kultury. Robią wrażenie angielskich dżentelmenów obserwujących świat z pokaźną dozą ironii.

Neil pisze teksty, które są tak bardzo Pet Shop Boys (Love Is A Bourgois Construct), dyskutuje o literaturze rosyjskiej i dziwi się, że na Last.fm PSB pozycjonowani się obok gwiazd z lat 80., takich jak Erasure, zamiast DJ-a Hella czy Basement Jaxx. Chris kupuje kolejne czapki, milczy podczas wywiadów, a w przypływie energii opowiada, że najlepszym klubem świata jest Berghain.

Electric (produkcja Stuarta Price’a) jest stricte tanecznym albumem zawierającym wszystkie elementy tak charakterystyczne dla tego duetu. Zresztą, ich wkład w rozwój sceny tanecznej jest ogromny. Jako pierwsi wydawali regularnie albumy z remiksami lub rozszerzonymi wersjami swoich piosenek (nosiły znamienny tytuł Disco), współpracowali z najlepszymi DJ-ami house i techno, również przy produkcji albumów (David Morales, Peter Rauhoffer). Kilka ich piosenek stanowi dziś absolutny kanon tanecznego undergroundu (Break4Love, It’s Alright, Did You See Me Coming, Can You Forgive Her). Najciekawszych i klasycznych już reinterpretacji dokonywali dla PSB m.in. Danny Tenaglia, DJ Hell, MK, Deep Dish, Gui Boratto, Junior Vasquez.

Już pierwszy singiel z nowego LP, Axis, był nawiązaniem do nowojorskiego nurtu hi-NRG z końca lat 80. i pokazywał dobitnie, że Pet Shop Boys wracają na parkiety. Vocal (Remix-CD dostępny od 29.07) był swoistym hołdem PSB dla epoki rave oddającym znakomicie euforię, beztroskę i miłość do muzyki z tamtych czasów. Jest zresztą logicznym follow-upem dla acid-house’owego klasyka Promised Land Joe Smooth.

Odniesienie do klasycznego brzmienia piano house znajdujemy w piosence Thursday – Neil znowu udowadnia, że mimo 30 lat spędzonych w klubach, noc jest wciąż młoda. I wierzymy mu w stu procentach.

Teksty Tennanta kapitalnie zahaczają o wielowymiarowość miłości lub skrywaną seksualność – There you are, pretending you’re lonely / I don’t believe you don’t know, you could own me (Bolshy).

Płyta jest retro-nowoczesna brzmieniowo (spora zasługa Price’a), Fluorescent to deep-house’owy hit – głos Neila doskonale brzmi w tej stylistyce (kłaniają się klasyczne produkcje Chicago Trax ’86-’90) – ten utwór może zabrzmieć na wielu składankach Ministry Of Sound czy parkietach ibizańskich klubów w 2013 roku. Piosenka jest jakby drugą częścią hitu FlamboyantAt midnight, it’s time for business / But who will bear witness / To your beauty and your fame / And how well you’ve played the game?

Bardzo radiowe w stylu i erudycyjne w treści (oparte na samplu z kompozycji Henry Purcella z XVII wiecznej opery King Arthur), Love Is A Bourgeois Construct (czyż możliwy jest tytuł bardziej Pet Shop Boys?!) inspirowane było powieścią Nice Work Davida Lodge i jest kandydatem na kolejny wielki przebój. Ale czy hit radiowy może trwać 7 minut? Neil Tennant śpiewa: When you walked out you did me a favor It’s absolutely clear to me that love is a bourgeois construct just like they said at university – i już wiemy, że nie jest to muzyka pop, jaką słyszymy na co dzień.

Tak, to już pewne – Pet Shop boys stworzyli potężny, brzmieniowo świeży, równy, choć krótki album. Teraz to ich młodsi koledzy z Daft Punk powinni pobiec do sklepu, odsłuchać Electric i porządnie odrobić Homework na 2013.

Nie ma więcej wpisów