Okazuje się, że gdy Toruń i Poznań połączą siły, może z tego wyjść coś naprawdę interesującego. Na tej linii zaiskrzyło całkiem niedawno, bo w 2012 roku. Dwójka młodych ludzi spotkała się i… po prostu zaczęła wspólnie grać.

Od początku wokól nich dużo się działo. Szybko również poznali się na nich inni. Ich magię dostrzegli bowiem jurorzy konkursu Empik – Make More Music (Maria Peszek, Piotr Metz, Piotr Rogucki). Za ich naturalność polubili ich także internauci. Dzisiaj wielki dzień nie tylko dla Kasi i Kamila, ale także dla ich fanów, którzy pewnie z niecierpliwością czekali na pierwszą płytę zespołu.

Od dzisiaj na sklepowych półkach możecie znaleźć debiutancki krążek Lilly Hates Roses. Something to Happen to 13 utworów osadzonych w stylistyce indie-folku. Za produkcję albumu odpowiedzialny jest Maciej Cieślak (Ścianka, Lenny Valentino). Płyta została nagrana analogowo na tak zwaną setkę, a debiutancki album zespołu promuje singiel Youth.

Lilly Hates Roses często porównywani są do Bon Iver czy Low, jednak jestem przekonana, że fani innych brzmień na Something to Happen również znajdą coś dla siebie, ponieważ ten zespół posiada coś, co porusza każdego słuchacza bez względu na preferowany gust muzyczny – autentyczność. Pisanie, że na naszym rynku muzycznym pojawiła się kolejna warta uwagi perełka powoli staje się nudne, ponieważ takie sytuacje mają miejsce coraz częściej – z czego oczywiście powinniśmy być dumni. Nie będę się też rozwodziła nad tym, że warto. Przekonajcie się o tym sami, a zapewniam, że będziecie zadowoleni.

Nie ma więcej wpisów