Warszawski zespół How How w najbliższą niedzielę zagra na Scenie Eksperymentalnej OFF Festivalu. To dobra okazja, by przyjrzeć się nieco bliżej temu, co tworzą. Przeczytajcie zatem o wydanej w tym roku EP-ce pt. Knick​-​Knack, jej nazwie, a także nazwie zespołu, projektach, jakie zrealizowali How How i jakie chcą jeszcze zrealizować, ich planach wydawniczych i inspiracjach.

musicis.pl: Minęły dwa lata, odkąd zadebiutowaliście EP-ką Bumpy. W międzyczasie ukazały się także: pierwsza w Waszej karierze długogrająca płyta oraz album zawierający remiksy Waszych utworów. Jak zmieniło się Wasze podejście do muzyki w ciągu tych kilku lat?

Miron: Poza opublikowaną muzyką, udało nam się w tym czasie zrealizować różne akcje poboczne, w których wychodziliśmy poza ramy tradycyjnie rozumianego zespołu gitarowego. Współpracowaliśmy przy słuchowiskach ze Studiem Teatralnym Koło, przy warsztatach Kowalnii (pracownia Grzegorza Kowalskiego), graliśmy do filmów, improwizowaliśmy z Piotrem Kurkiem, Maciejem Cieślakiem czy Karoliną Rec. Te wszystkie wydarzenia uświadomiły nam rozpiętość spektrum możliwych działań. Zauważalną zmianą jest rozluźnienie ram formalnych. Dzięki wolnej improwizacji odkryliśmy podstawowe zalety i wady w tworzeniu/składaniu muzyki na żywo. Wzbogaciło to naszą wrażliwość oraz pomogło zrozumieć wagę prowadzenia dźwiękowej narracji.

musicis.pl: Dlaczego zdecydowaliście się nazwać swój zespół How How?

Adam: Stwierdziliśmy, że jest to dobra nazwa dla tego typu muzyki. Ta nazwa, tak jak i nasze utwory, może budzić dowolne skojarzenia. Jednocześnie bawi nas proste onomatopeiczne odniesienie.

musicis.pl: Tytuł Waszej ostatniej EP-ki także jest nieco zagadkowy – z jednej strony Knick-Knack może oznaczać zbiór bibelotów, a z drugiej psotę. Ma to odzwierciedlenie w tym, co znajdziemy na krążku?

Filip: Jak najbardziej. Nazwa, poza przytoczonym znaczeniem, odnosi się do systemu naszej pracy nad tym albumem. Zarówno na etapie tworzenia nagrań, jak i postprodukcji. Przyjęty przez nas proces twórczy można porównać do kolekcjonowania i spontanicznego organizowania czy inscenizowania dźwięków-bibelotów.

musicis.pl: Jak kiedyś wyznaliście, przystępując do nagrywania, nie wiedzieliście nawet, jak będą skonstruowane utwory, a mimo to, udało się Wam uniknąć chaosu. Opowiedzcie coś więcej o pracy nad EP-ką i emocjach jej towarzyszących.

Filip: Nagrania były spontanicznymi spotkaniami. Posiadamy własny, całkiem sensowny zestaw nagraniowy, dzięki temu nie mieliśmy ograniczeń czasowych w sferze rejestracji. Po prostu spotykaliśmy się, ustawialiśmy kilka mikrofonów i zabieraliśmy się za czasem nawet całonocne przeszukiwanie pudeł własnych wyobraźni, w których, jak chyba u każdego, pełno było plączących się bezładnie myśli, skojarzeń i odniesień muzycznych. Był to moment, w którym osiągnęliśmy bardzo dobry poziom porozumienia w sferze całkowicie swobodnej improwizacji. Czasami zdarzało nam się wyznaczać ogólny charakter spotkania jednym zdaniem albo słowem, najczęściej tym, które zostało wypowiedziane jako ostatnie przed rozpoczęciem grania. Takie zawieszone zdanie bywało jedynym wyznacznikiem klimatu danej sesji improwizowanej. Efekty często okazywały się zaskakujące dla nas samych – okazywało się, że z pozornie niepasujących do siebie elementów układają się mozaikowe, spontaniczne kompozycje, mające w sobie autentyczną emocjonalność. Natychmiast skojarzyło nam się to z układaniem ołtarzyków z bibelotów, które nie mają swojego miejsca przypisanego do funkcji w domu. Nigdzie nie pasują, ale szkoda jest nam takie rzeczy wyrzucać. Postanowiliśmy trochę się nimi pobawić, a gdy wróciliśmy na plac zabaw, okazało się, że zostawiliśmy je poukładane w zadziwiające porządki i inscenizacje. Początkowo nie planowaliśmy publikowania tego materiału, jednak po przesłuchaniu i wstępnym zmiksowaniu części materiału doszliśmy do wniosku, że niektóre fragmenty są nam bliskie i że chcielibyśmy podzielić się nimi ze światem.

musicis.pl: Na nagranie Knick-Knack wybraliście nieco nietypowe miejsce. Skąd wziął się pomysł na to, by nagrywać akurat w dawnym szpitalu dziecięcym w Alejach Jerozolimskich?

Filip: Wynajmowaliśmy tam pomieszczenie swego czasu. Było to bardzo miłe miejsce. Zazwyczaj sale do próbowania mieszczą się w piwnicach albo obskurnych magazynach. Tam mieliśmy wysoki na trzy i pół metra, duży, kwadratowy pokój na czwartym pietrze, z wielkimi oknami na podwórko kolorowe od lampionów i neonów. Często graliśmy i nagrywaliśmy przy otwartych oknach. Zupełnie nie przejmowaliśmy się tym, że w nagraniu może znaleźć się odgłos wiertarki, szlifierki kontowej, walenia młotkiem, dzwonek czyjegoś telefonu albo rozmowy czy nawet odgłosy imprezy na dole. Cały ten dźwiękowy kontekst był dla nas po prostu na miejscu.

musicis.pl: Chcieliście zasugerować wydawnictwem kasetowym, że tęsknicie za czasami, kiedy to magnetofony świeciły triumfy?

Miron: To nie sentymenty były naszą motywacją. Wydanie Knick-Knack na kasecie wiąże się z: a) charakterem brzmienia kasety, która idealnie zniekształca ten mocno niestabilny materiał, b) kaseta sama w sobie jest obecnie bibelotem, c) nie można ukrywać, że kluczowe były w tym wypadku względy organizacyjne – Piotrek Strzemieczny zechciał wydać te kawałki właśnie na kasecie.

musicis.pl: Wiele osób porównuje Was do Animal Collective czy Sigur Rós. Jacy artyści mają na Was największy wpływ? Z kim chcielibyście w przyszłości współpracować?

Adam: To miłe, że jesteśmy porównywani do uznanych już zespołów, jednak ma to niewielki wpływ na nasze poszukiwania. Są one swobodne i często wychodzą poza ramy czysto muzyczne. W kwestii współpracy – uwielbiamy działać z ludźmi o podobnej wrażliwości, a to można stwierdzić dopiero po osobistym kontakcie z tą osobą.

musicis.pl: Z czego czerpiecie inspiracje?

Adam: Zapewne dla każdego z nas źródło inspiracji leży gdzie indziej i szybko też ulega zmianie. Ostatnio zainteresowały nas poszukiwania w obrębie samej barwy dźwięku w kontekście zabawy strukturą muzyczną.

musicis.pl: Waszej twórczości nie można jednoznacznie zaszufladkować. Macie pomysł na siebie i trudno przejść obok Waszej muzyki obojętnie. Śledzicie opinie na Wasz temat, które pojawią się w internecie, czy jednak staracie się od tego odcinać?

Adam: Tak, jak najbardziej ciekawi nas opinia na temat tego, co robimy. Nasza muzyka pozwala na wielość interpretacji, a każdy odbiorca ma odmienną wrażliwość. Ciekawie jest się dowiedzieć, co właściwie dzieje się w jego głowie w trakcie obcowania z naszą muzyką.

musicis.pl: Opisując Waszą muzykę, odwołujecie się do kierunków plastycznych. Malarstwo ma dla Was szczególne znaczenie?

Adam: Każdy z nas ma za sobą doświadczenia na polu sztuk wizualnych, ma to zapewne odbicie w budowaniu nastroju i swobodnej zabawy formą. Mamy pewną łatwość w wymyślaniu utworów opartych na wizualnych skojarzeniach.

Filip: Ostatnio fascynuje mnie np. koncepcja Formy Otwartej, którą od końca lat 50. rozwijał Oskar Hansen. Wiele z ćwiczeń mających rozwijać świadomość wizualną i przestrzenną, które Hansen zaprojektował dla swoich studentów, doskonale nadaje się do przetransponowania w wymiar dźwiękowy. Odnoszą się do indywidualnej wrażliwości interpretującego ćwiczenie, co sprawia, że są ponadczasowe i inspirujące przy kształtowaniu własnej tożsamości w działaniach artystycznych.

musicis.pl: Niebawem wystąpicie na Scenie Eksperymentalnej podczas OFF Festivalu. To będzie Wasz pierwszy występ dla tak dużej publiczności. Oprócz Was, na tej samej scenie zagra m.in. Austra. Przygotowujecie się w jakiś szczególny sposób do tego występu?

Filip: Oczywiście, przygotowujemy niezwykłą niespodziankę, efekty pirotechniczne oraz pokaz laserów (śmiech). Ale tak naprawdę występy na dużych scenach są dla nas w pewnym sensie kłopotliwe. Ze względu na charakter muzyki How How naszym naturalnym środowiskiem koncertowym są kameralne pomieszczenia lub plener. Muzykowanie to dla nas intymne spotkania wymagające wyciszenia i koncentracji. W przypadku instrumentów perkusyjnych mnóstwo interesujących brzmień funkcjonuje wyłącznie na bardzo niskim poziomie głośności. Myślę, że w przypadku OFF Festivalu będziemy musieli poświęcić wiele uwagi na kwestie nagłośnieniowe.

musicis.pl: Macie już kolejne plany wydawnicze?

Filip: Chcemy rozwinąć temat albumu Knick-Knack do formy tryptyku. Nagrania, z których składa się ten krótki album, są wybrane ze znacznie bardziej obszernego materiału (obejmującego roczny okres rejestracji naszych improwizowanych spotkań). Oprócz tego, fascynującym obszarem poszukiwań jest dla nas forma słuchowiska. Słuchowisko to przestrzeń, w której pracujesz na napięciu między znaczeniem a abstrakcją. Mamy już pewne doświadczenie w realizowaniu podobnych akcji na żywo. Realizowaliśmy kolaże literacko-muzyczno-dźwiekowe we współpracy ze Studiem Teatralnym Koło. Już na Knick-Knack da się zauważyć pewne ciążenie w kierunku operowania słowem.

Nie ma więcej wpisów