John Legend intensywnie pracuje na to, by jego pseudonim artystyczny miał pokrycie w rzeczywistości. Trudno mi uwierzyć, że artysta ma dopiero 34 lata – mam wrażenie, jakby był obecny na scenie muzycznej od zawsze. Może właśnie dlatego, że tak wiele zrobił dla współczesnego R&B. I wciąż nie spoczywa na laurach.

Chociaż nie minęło nawet 10 lat od jego debiutanckiej płyty, kolejna ukaże się w atmosferze wielkiego wyczekiwania. Wiele wskazuje na to, że całkiem słusznie. Jak dotąd Amerykanin uraczył zgłodniałych fanów dwoma singlami. Znana jest również piosenka The Beginning. Jeśli reszta będzie utrzymana na podobnym poziomie, możemy się spodziewać płyty R&B roku.  

Kolejnym powodem do zachwytu jest teledysk do kompozycji Made to Love. Jest to piosenka z prostym (choć może mało oryginalnym w jego przypadku) przesłaniem. Na uwagę zasługuje natomiast nowoczesne brzmienie wzbogacone o elektroniczne elementy. Po nich następuje zaskakujące przejście w orkiestrowo-chóralną stylistykę. Do tego kojący i przejmujący głos Johna. Klip jest swego rodzaju hołdem dla ludzkiego ciała. Jakość, realizacja – wszystko emanuje tu profesjonalizmem. Podwójne wrażenie zmysłowe gwarantowane    

Zaryzykuję stwierdzenie, że John Legend nie ma sobie równych w tym gatunku. Aż chciałoby się zobaczyć tę klasę na żywo. Niestety, artysta nie koncertuje zbyt często. Po intensywnym lipcu brak na razie informacji o większej trasie. Czy jednak wraz z nową płytą przywróci muzykę R&B do łask, a trzeci września będzie datą przełomową?

Nie ma więcej wpisów