Sięganie przez zespół do starych bluesowych klasyków nie wiąże się z utknięciem w czasie. Jak zespół sam podkreśla, starają się tworzyć miejskiego bluesa. I to rzeczywiście działa, choć nie da się ukryć że wszystkie trzy kompozycje aż ociekają różnymi muzycznymi spostrzeżeniami, które niekoniecznie można podpiąć pod scenę typowo miejską.

I choć pewnie mylnie, to w mojej głowie przy wysłuchiwaniu I’m So Glad pojawia się postać Dave’a Grohla (pierwsza zwrotka utworu i powtarzane don’t know what to do now). Ale to jedyne takie spostrzeżenie, które jednak znika przy zapoznaniu się z niezupełnie pasującymi do kompozycji Foo Fighters riffami. Bo dalsze obcowanie z Kocmoc EP przypomina zupełnie inne doznania.

Wilk, nie tylko zresztą tytułem, odnosi się raczej do tego, co zaproponowali w ostatnim czasie Kim Nowak. Sam śpiew Michała Smogorzewskiego co jakiś czas nabiera tonów liryki i charakterystycznego nacisku na poszczególne słowa. Ale na taki klimat działa przede wszystkim pojawienie się harmonijki, bo ta wzmacnia bluesowo-rockowy przekaz i wynosi kompozycję ponad pozostałe dwa utwory. Najgorzej, mimo ciągłe ciekawych rozwiązań kompozytorskich i całkiem dobrej jakości nagrania, wypada Hej rewolwer. Z numeru najbardziej ekspresyjnego pod względem wokalnym można wyciągnąć co prawda kilka ciekawych fraz (np. właśnie radio nadaje mój testament), ale i tak sprawia on wrażenie nieco wytartego poprzednimi spostrzeżeniami.

Szkoda tylko, że Last.fm automatycznie przedstawia ich jako Kosmos, bo posiadanie Kocmoc EP w swojej bibliotece jest jak najbardziej wskazane. Nawet, jeśli to tylko krótka chwila przyjemności, która nie jest wolna od typowego narzekania: słabo, bo brzmią dokładnie tak samo jak… Czytając jednak ich zapewnienia dotyczące koncertów, gdzie podejście do swojej muzyki i aranżacji zdaje się stawiać EP-kę na głowie, można mieć tylko nadzieję, że takich porównań będzie mniej. A nawet gdyby, to dlaczego ktoś miałby się tym zrażać? Szóstka z plusem.

Nie ma więcej wpisów