Porównywana do Madonny, nazywana królową popu XXI wieku, stawiana na piedestale z największymi artystami muzyki popularnej. Lady Gaga powraca z najnowszym singlem i zapowiada trzeci studyjny krążek.

Niech Was nie zdziwi ten news. W końcu muzyka jedno ma imię i czasami warto zastanowić się, dokąd może zmierzać, a nawet trzeba zadać sobie pytanie: skąd do nas powraca? Sami pewnie doskonale wiecie, że nic z niczego nie powstaje, a wszystko, co słyszymy, jest wytworem inspiracji i przetwarzania wcześniej usłyszanych dźwięków. Tylko co w momencie, kiedy milionowe tłumy szaleją na twoim punkcie, wyprzedajesz koncerty i sprzedajesz ogromną liczbę płyt? Wtedy możesz zacząć odczuwać presję i zadać sobie pytanie: czy ta poprzeczka nie wisi zbyt wysoko?

Tak stało się, moim zdaniem, w przypadku tej, którą kochają ludzie na całym świecie i pewnie zdecydowana większość z nich byłaby skłonna zlinczować mnie za owe słowa. Lady Gaga, a już z całą pewnością producent DJ White Shadow wpadł we własne sidła. Otóż słuchając najnowszego singla artystki, zatytułowanego Applause, nie sposób porównywać go do wcześniejszych dokonań Madonny i powielaniem tego, czego mogliśmy usłyszeć chociażby na poprzednim krążku Lady Gagi. Ten utwór to zdecydowanie nic odkrywczego. Powiecie, że nie o to tutaj chodzi, aby nagle wymyślić na nowo muzykę. Zgadzam się z tym w 100%. Jednak słuchając tego kawałka, słyszę w nim zdecydowanie za dużo zapożyczeń od innych artystów, jak i samej Gagi. David Guetta w tym momencie musi być z siebie bardzo dumny, a etatowi puszczacze piosenek w klubach już dawno ściągnęli ten kawałek do swojej playlisty.

Sugerując się komentarzami na YouTube’ie, większośc fanów Lady Gagi wczoraj umarła. Cieszę się, że ja jeszcze żyję i trzeźwo myślę. Idę posłuchać Bowiego i Madonny.

Nie ma więcej wpisów