Zatoka Sztuki i obszar dookoła H&M POP-UP STORE zmieniały się dotychczas jak w kalejdoskopie, żeby jak najlepiej zaprezentować każdego z występujących artystów. Czwartkowa metamorfoza sopockiej plaży w klub była jednak najbardziej jaskrawym przykładem tego, jak wszechstronnym i wielofunkcyjnym festiwalem jest H&M Loves Music. W miejsce białych leżaków i koncertowej sceny stanął olbrzymi, przezroczysty namiot, który miał osłaniać klubowiczów w razie złej pogody. Całe szczęście zadaszenie pojawiło się na plaży tylko pro forma, bo czwartkowa aura podarowała nam kolejną ciepłą noc, przeszywaną rześkimi powiewami morskiej bryzy.

Zanim jednak za mikserem pojawił się Tom Novy, czyli gwiazda wieczoru, mieliśmy okazję posłuchać fenomenalnej selekcji dwóch sopockich DJ-ów, którzy zaprezentowali nowoczesne, porywające do tańca klimaty z pogranicza future garage i house. Nie trwało długo, zanim sprężysty, drewniany parkiet zaczął zapełniać się bawiącymi się plażowiczami, a chwilę później i wydzielony tuż przed DJ-ką obszar plażowego piasku wypełniony został szczelnie bosymi tancerzami. Pod względem klubowej mody festiwalowicze tym razem naprawdę rozwinęli skrzydła. Nie brakowało odsłoniętej skóry, a i nietrudno było wypatrzyć  w tłumie te bardziej ekscentryczne kreacje.

Prawdziwa ekstaza nastąpiła jednak gdy za DJ-ką pojawił się mistrz ceremonii – Tom Novy jest w końcu autorem takich wakacyjnych hitów, jak Your Body czy Take It, do których bawi się nadal niejedno pokolenie. Niemiecki DJ naprawdę pokazał klasę – w kilka minut rozgrzał cały zgromadzony pod namiotem i w sąsiedztwie tłum do czerwoności. Dodatkowe kilka stopni Celsjusza dodał MC Bryan Chambers, który zachęcał wszystkich do zabawy. Na rozstawionych w rogach parkietu podestach pojawiły się skąpo odziane tancerki, a ludzie nadal napływali, tworząc jakby jeden, rozkołysany w tańcu organizm. Nie sposób nie wspomnieć też o niesamowitej oprawie świetlnej, która raz zalewała publiczność żarowym światłem, a za chwilę migotała potężnymi, LEDowymi skanerami. Za plecami Toma błyszczały jak gwiazdy rozrzucone po ciemnej kotarze diody, co podkreślało jeszcze futurystyczną muzykę DJ-a. Tech-house i garage, okraszone obowiązkowymi u artysty kobiecymi wokalami niosły publiczność jak wielka fala, z której nigdy nie chce się zeskakiwać. Novy porwał nawet te bardziej eleganckie panie w szpilkach, które pod wpływem jego muzyki zrzuciły buty i zeskoczyły we frenetycznym tańcu na piasek.

Taka olbrzymia, rozbujana impreza trwała dosłownie do białego rana i myślę, że w pewien sposób zmieniła podejście ludzi do clubbingu na plaży. Można powiedzieć, że występ, jaki dał Tom Novy zakończył kompleksy polskiego wybrzeża względem Ibizy czy innych tanecznych kurortów – na taką imprezę właśnie czekała sopocka plaża!

Nie ma więcej wpisów