Muchy za rok skończą 10 lat, tymczasem wypuścili nowy, drugi już film nakręcony ponownie przez ekipę filmową Sky Piastowskie i zaczęli pracę nad materiałem na kolejną płytę. Od niedawna koncertują w nowym składzie – sierpień rozpoczęli od występu na Męskim Graniu w Gdańsku. Po kilku dniach intensywnych prób wrócili do Poznania, żeby zagrać na KontenerArt, a zaraz po koncercie znów ruszają w Polskę. Jednak pomiędzy rozkładaniem sprzętu a próbą dźwiękową udało mi się porwać na moment Michała Wiraszko i zapytać o kilka ważnych spraw. Jeżeli jesteście ciekawi, kim jest nowy perkusista grupy, czy można liczyć na kolejne filmowe niespodzianki z obozu Much oraz kiedy usłyszymy pierwsze nowe kawałki – zapraszam do lektury.

musicis.pl: Chciałam zacząć od pytania o film, ale zdążyliście go opublikować. Zapytam więc inaczej: pojawi się kolejny?

Michał Wiraszko: Nie, na razie nie. Planujemy jeszcze kilka małych niespodzianek, ale to już tylko klipy. Wiesz, dobrze się stało, że ten rok minął, bo po roku można na pewne rzeczy spojrzeć inaczej. Taki też był zamysł – od samego początku – mieliśmy te zdjęcia gotowe już rok temu, trzeba było tylko wymyślić, a raczej znaleźć pomysł, jak to podać, zmontować i wypuścić, czyli czysto techniczna robota. Oddźwięk i to, co się stało z tym filmem bardzo mnie zadowala.

musicis.pl: Przejdźmy zatem do ważnej kwestii, mianowicie zmiany składu. Odszedł Szymon, co się stało, że postanowił Was opuścić?

Michał Wiraszko: Wybrał inny pomysł na życie. Podam prosty przykład. Jestem w tej chwili poza domem od czwartku (mamy środę – przyp. red.) i to wymaga poświęcenia oraz dużej uwagi, żeby poukładać sobie życie i żeby to, co chcesz robić na scenie, robić dobrze. Jeżeli nie masz do tego ogromnego serca, to albo jedno, albo drugie ginie gdzieś po drodze. Tak też się stało.

musicis.pl: A jak to się stało, że padło akurat na Łukasza? Wy już graliście razem…

Michał Wiraszko: Graliśmy już razem w 2010 roku. To jest mój przyjaciel od dziecka. Chodziłem z nim do przedszkola, do podstawówki i do liceum. W liceum założyliśmy pierwszy zespół o wdzięcznej nazwie Kontrapunkt. Potem, po maturze, się rozjechaliśmy, bo w dosyć dramatycznych okolicznościach zmarła jego mama i on nie mógł podjąć takich studiów, jakie chciał, tylko takie, jakie musiał. Został na świecie zupełnie sam. Dla mnie to jest cała istota i całe piękno tego, bo wyjeżdżając ze Stargardu po liceum chcieliśmy ten zespół kontynuować i założyć go jeszcze raz z nowymi ludźmi w Poznaniu – tak naprawdę po dziesięciu latach koło się zamyka i czekam na to, co wydarzy się teraz, czekam na nowy rozdział.

musicis.pl: Były gdzieś w głowie pomysły na to, żeby był to ktoś inny czy od razu bez wahania padło na Łukasza?

Michał Wiraszko: Był taki pomysł, że jeżeli Łukasz się nie zgodzi – a Łukasz miał pierwszeństwo od samego początku – żeby Artur, który dzisiaj gra z Terrific Sunday grał z nami.

musicis.pl: Jak się zatem na razie odnajduje Łukasz w zespole? Jest jeszcze stres podczas koncertów?

Michał Wiraszko: Jest stres, oczywiście. Mamy do opanowania bardzo dużo materiału. Chcemy te koncerty zagrać jak najbardziej świadomie, jak najlepiej – krótko mówiąc. A cały czas mamy też gdzieś z tyłu głowy, że od dwóch, trzech miesięcy czekają nowe utwory, z którymi się nic nie dzieje i są momenty frustracji. Natomiast to są elementy każdej pracy – czy jesteś murarzem, czy muzykiem.

musicis.pl: Skoro już zaczęliśmy mówić o nowych utworach – każdą płytę nagrywacie w innym składzie i teraz też tak się stanie…

Michał Wiraszko: Teraz też tak się stanie i to jest zabawne. Ale wiesz co? To też jest dla mnie argument na plus. Z jednej strony mam świadomość, że z tego składu, który nagrywał Terroromans zostałem już tylko ja, natomiast nigdy w tym zespole nie było jakiegoś rozłamu. To jest droga konsekwentnej ewolucji. Przy pierwszej płycie już był z nami Tomek – nie nagrywał, ale był, przy drugiej płycie był z nami Damian – nagrywał i pracował, przy trzeciej Damian już grał na stałe, a teraz dołączył Łukasz. To jest bardzo dobry muzyk, jeżeli mam Ci mówić tylko o aspektach muzycznych.

musicis.pl: Kiedy będzie można usłyszeć gdzieś nowe Muchy? Planujecie wypuścić jakiś singiel? Wiem, że teraz jest trudny okres, bo musicie się na nowo zgrać…

Michał Wiraszko: Tak, musimy się zgrać, bo mamy zaplanowanych mnóstwo koncertów do końca sierpnia. Gdybyśmy rozmawiali w lutym to z pełnym przekonaniem bym Ci powiedział, że dzisiaj będzie premiera singla, w maju zresztą podobnie. Rzeczywistość okazała się dużo bardziej wymagająca i tak naprawdę piosenka jest praktycznie gotowa, brakuje jej ogrania, aranżacji i tekstu. No nie zdążyliśmy.

musicis.pl: Podpytując, brzmieniowo będzie kontynuacja tego, co słyszymy na chcecicospowiedziec?

Michał Wiraszko: Nie, zupełnie nie. Nigdy się na to nie napinałem. My nie nagrywamy tematycznie – druga nie musi być taka jak pierwsza, trzecia jak druga, a czwarta jak trzecia.

musicis.pl: Czyli będzie to, co aktualnie Wam w sercach gra?

Michał Wiraszko: Tak.

musicis.pl: Rozumiem, że na koncertach również pojawią się te kawałki? W końcu zawsze ogrywacie płyty przed premierą…

Michał Wiraszko: Pojawią się, tak jak mówiłem, niewiele brakowało, a dzisiaj zrobilibyśmy premierę singla. Chcieliśmy zrobić duże wydarzenie, a wiedząc, że nie zdążymy z tym singlem, zdecydowaliśmy się wypuścić w jego miejsce film.

Nie ma więcej wpisów