Wielu zdziwi być może fakt, że EP-ka olsztyńskiej grupy Karate Free Stylers miała swoją premierę za oceanem. Jak widać, Amerykanie wiedzą co dobre. Wydawnictwo ukazało się na płycie CD w Stanach Zjednoczonych z ramienia wytwórni Patetico Recordings, a po dwóch latach przyszedł czas, aby znalazło się dla niej miejsce także na rynku krajowym. Szkoda, że u nas odkrywa się takie perełki jak EP-kę At Least We Are Able to Breathe po fakcie, jednak mimo tych dwóch lat (praktycznie to trzech, bo wtedy panowie podzielili się z internautami cyfrową wersją wydawnictwa) ich utwory niczego nie tracą i nadal jest to jeden z zespołów, które warto bacznie obserwować.

Już samo Intro zabiera słuchacza w podróż do świata chłodnych, mrocznych dźwięków. Od samego początku jest to fascynująca muzyczna wycieczka przez świat pełen brudnych, jazgotliwych, przesterowanych gitar i bardzo zmyślnie okiełznanego hałasu. Pewny wokal nasuwa jedno skojarzenie, od którego panowie tak szybko nie uciekną – w końcu od całej EP-ki czuć ten sam chłodny powiew, jaki uderza z Unknown Pleasures Joy Division.

Nie potrafię wybrać najmocniejszego punktu z płyty, jednak mój umysł skupia się głównie na Untitled, tytułowym At Least We Are Able to Breathe oraz Trials. W przypadku ostatniego, chyba najbardziej melodyjnego na EP-ce kawałka, powtarzający się riff wpada w ucho z taką skutecznością, że mimo wybitnie niepiosenkowego charakteru ich twórczości, ten motyw chodzi za człowiekiem całe dnie. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że na siedem utworów, które znalazły się na tym minialbumie, nie ma żadnego, o którym można napisać słaby. Cała płyta – bez wyjątków – trzyma określony, wysoki zarówno muzycznie, jak i technicznie poziom.

Mam pełną świadomość, że to nie jest muzyka dla mas. Fani przestrzennego chłodu i bezkompromisowego grania z pewnością znajdą tu sporo dźwięków, które dostarczą im ogromnej dawki przyjemności. Mieszanka noise’u, nowej fali i post-rocka to jest to, z czego zbudowany jest krążek Karate Free Stylers. Do mnie trafia takie granie, a nasuwające się skojarzenia nie przeszkadzają w odbiorze, dlatego – szczerze, bez wymuszonej kokieterii – z ciekawością będę czekać na nowe wydawnictwa, bo czuję, że warto.

Nie ma więcej wpisów