Ponad rok temu odważył się i opublikował swój autorski materiał w serwisie Bandcamp. Całe szczęście, bo EP-ka zatytułowana Simple Dark Romantic Songs pozwoliła mu wypłynąć na szerokie wody i wystąpić na najpopularniejszych festiwalach w Polsce. Tauron Nowa Muzyka w Katowicach i FreeFormFestival w Warszawie sprawiły, że o Baaschu zaczęto pisać i mówić: młody, zdolny i z ogromnym potencjałem. I to wszystko prawda, a fakt ten potwierdza między innymi ścieżka dźwiękowa, którą skomponował do filmu Płynące wieżowce w reżyserii Tomasza Wasilewskiego. O filmie, materiale na debiutancki album i fascynacji syntezatorami przeczytacie poniżej.

musicis.pl: Słyszałem, że niebawem będziesz sławny.

Baasch: Nie słyszałem. Kto tak mówi?

musicis.pl: Na mieście szepczą, że to kwestia czasu, a to za sprawą muzyki, którą stworzyłeś do filmu Płynące wieżowce w reżyserii Tomasza Wasilewskiego.

Baasch: Nie będę się gniewał, jeśli te słowa okażą się prorocze. To miłe, gdy cię doceniają. Bardzo mnie cieszą sukcesy filmu Tomka. Został bardzo dobrze odebrany podczas tegorocznej edycji Tribeca Film Festival w Nowym Jorku, w Karlovych Varach wygrał prestiżowy konkurs East of the West, a ostatnio nagrodę publiczności podczas festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Trzymam kciuki za ten obraz, bo to bardzo dobra produkcja.

musicis.pl: Mówiąc o tym filmie, zdecydowanie za mało wspomina się o muzyce, którą skomponowałeś. Opowiedz mi, jak to wyglądało? Krok po kroku. Tomek przyszedł do Ciebie z propozycją? Czy to Ty wyszedłeś z inicjatywą?

Baasch: To Tomek zdecydował się na pracę ze mną i obdarzył mnie sporym zaufaniem. Już wcześniej miałem okazję pracować z nim przy poprzednim filmie (W sypialni – przy. red.), skomponowałem wtedy jeden utwór. Zawsze bardzo chciałem komponować na potrzeby filmu lub teatru, głośno o tym mówiłem. Może właśnie dlatego Tomek pomyślał o mnie, wiedział o tym.

musicis.pl: Tworzenie muzyki do filmu, a komponowanie utworów na płytę to chyba spora różnica, prawda? Jak podchodzisz do takiego rodzaju pracy nad muzyką?

Baasch: Mam jedną ogólną zasadę – do robienia muzyki staram się podchodzić przede wszystkim twórczo. Oczywiście komponowanie ścieżki dźwiękowej to zupełnie inny proces niż tworzenie autorskiego materiału na płytę. Trzeba liczyć się z zamierzonym przez reżysera i innych twórców filmu efektem końcowym – to jedna z podstawowych różnic. Ale to też daje ogromną satysfakcję, jest bardzo rozwijające.

musicis.pl: Czyli dostajesz wytyczne, siadasz i tworzysz? Jest tutaj miejsce na kompromisy?

Baasch: W przypadku komponowania muzyki do filmu Płynące wieżowce na żadnym etapie pracy nie musiałem iść na kompromisy, wszystko powstało z godnie z tym, jak czułem. Oczywiście był też pewnego rodzaju proces docierania się z Tomkiem, zderzenie naszych wizji na temat tego, jak powinna brzmieć ta ścieżka dźwiękowa. Nie mógłbym jednak powiedzieć, że jest to muzyka stworzona na zlecenie. To muzyka stworzona we współpracy z reżyserem, z zachowaniem mojej autorskiej wizji.

musicis.pl: Ale najpierw musiałeś ten film obejrzeć bez muzyki. Już wtedy wiedziałeś jak będzie brzmiała? Od razu pojawił się w Twojej głowie jakiś szkic?

Baasch: Tworzenie muzyki do już świetnego filmu to spora odpowiedzialność. Wiedziałem, że musi ona przede wszystkim dopełniać ogólny nastrój i estetykę. Dodatkowo Płynące wieżowce są po brzegi nafaszerowane emocjami. Sporym wyzwaniem było, aby ta muzyka nie konkurowała z tymi subtelnościami. Zresztą, myślę, że to główna zasada tworzenia muzyki na potrzeby filmu – obraz musi być zawsze na pierwszym planie. Na szczęście ten film mnie zainspirował i dosyć szybko poczułem, w jakim kierunku powinienem iść. Tomek podał mi też pewne referencje.

musicis.pl: Korzystałeś z tych samych instrumentów, z których korzystasz na co dzień, czy eksperymentowałeś?

Baasch: To bardzo ciekawe, że wykorzystałem dokładnie to samo instrumentarium, które słychać w moich utworach, ale musiałem je zagospodarować w zupełnie inny sposób. W tym sensie było to dla mnie rozwijające. To jest muzyka elektroniczna, a w przypadku tego filmu musiała nieść spore pokłady emocji. Musiałem wycisnąć je z syntezatorów, a sam dobrze wiesz, że te instrumenty brzmią nieco chłodno i w sposób mechaniczny. Być może łatwiej byłoby stworzyć tę ścieżkę na instrumentach akustycznych, ale to nie jest moje brzmienie.

musicis.pl: Ani przez chwilę nie pomyślałeś, by skorzystać z instrumentów akustycznych?

Baasch: Moje myślenie o muzyce filmowej zrewolucjonizował lata temu film Darrena Aronofsky’ego, Pi, gdzie na ścieżce dźwiękowej słyszymy takich artystów jak Orbital, Apex Twin, Massive Attack, GusGus. To prawda, że są to wykorzystane wcześniej powstałe utwory, ale od tego momentu zrozumiałem, że muzyka filmowa jest bardzo szerokim pojęciem i można operować różnymi środkami, by za jej pośrednictwem opowiedzieć pewną historię. Jestem przekonany, że muzyka filmowa wcale nie musi być muzyką orkiestralną.

musicis.pl: Kiedy obejrzałeś już film Płynące wieżowce, to co zrozumiałeś?

Baasch: Przede wszystkim, musiałem zrozumieć ten film. Nie ma w nim prostych emocji. To bardzo skomplikowana historia kilkorga ludzi. Sytuacje, w których podejrzewam, że większość z nas nigdy się nie znalazła. Musiałem zrozumieć tych bohaterów i ich emocje. Dopiero wtedy mogłem zabrać się za komponowanie muzyki. Potrzebowałem na to trochę czasu, ale wierzę, że się udało.

musicis.pl: Zostawmy na chwilę film, porozmawiajmy o Twoim materiale autorskim. Co było bodźcem, który sprawił, że w końcu wyciągnąłeś materiał z szuflady i wydałeś go w postaci EP-ki?

Baasch: Byłoby ściemą, gdybym powiedział, że tworzyłem ten materiał tylko i wyłącznie dla siebie. Co prawda, nie miałem żadnych planów wydawniczych, ale chyba każdy artysta na etapie tworzenia ma gdzieś z tyłu głowy moment, w którym jego twórczość zetknie się z odbiorcami. Nie sądziłem, że przed debiutanckim krążkiem wypuszczę materiał w postaci takiej właśnie EP-ki, ale stało się. Wydaje mi się, że współpraca z zespołem Plazmatikon, w którym gościnnie użyczyłem wokalu, było wydarzeniem przełomowym dla tej publikacji. To był bardzo rozwijający czas i właśnie wtedy zrozumiałem, że w końcu muszę wypuszczać swoje autorskie nagrania, zanim one się zdezaktualizują. To był także dobry moment, aby sprawdzić, co ludzie sądzą o tej muzyce. I przyznam szczerze, że nie spodziewałem się tak dobrego odzewu.

musicis.pl: Minął już ponad rok i przez ten czas sporo się wydarzyło. Koncerty na festiwalach Tauron Nowa Muzyka w Katowicach, FreeFormFestival w Warszawie, pierwszy kontakt z publicznością, pierwsze recenzje. Jak to wszystko na Ciebie wpłynęło?

Baasch: Zmobilizowało mnie, by robić to jeszcze lepiej. To dla mnie świetna motywacja do dalszego rozwoju. Zauważyłem też, że bardzo tej muzyki potrzebuję, tworzenie jej to pewnego rodzaju autoterapia. Muzyka to dla mnie sposób na rozładowanie pewnych wewnętrznych napięć.

musicis.pl: Debiutancki materiał ukaże się jesienią. Czego możemy się po nim spodziewać?

Baasch: Przede wszystkim, bardzo szczerej płyty – to mój główny cel. Myślę, że pewną zapowiedzią tego, co będzie można usłyszeć na niej, jest właśnie moja EP-ka Simple Dark Romantic Songs. Muzycznie wyznacza ona kierunek, który aktualnie chcę eksplorować. Jesienią ukaże się singiel, niedługo potem płyta. Jestem już w trakcie prób z zespołem. Niedługo zaczniemy też grać koncerty. Nie mogę się doczekać!

Nie ma więcej wpisów