Pisząc o tej płycie, mogę śmiało stwierdzić, że piszę o jednym z najważniejszych albumów, które ostatnio pojawiły się w sprzedaży. Nie wiem, czy jest to płyta, o której mogę powiedzieć, że jest w czołówce największych wydawnictw ostatnich lat, ale zdecydowanie jest to dzieło, które zdążyło namieszać, zdobyć rozgłos i uznanie, jak i również sprzedać się bardzo szybko w ogromnym nakładzie.

Random Access Memories, czyli ostatni album francuskiego duetu Daft Punk to dzieło, które miało prawo podzielić obecnych fanów muzyków. Długo wyczekiwany materiał zdecydowanie nie przypomina muzycznie tego, do czego przyzwyczaili nas Francuzi. Już pierwszy singiel wywołał spore zamieszanie, bo aby dopisać Get Lucky do właściwego wykonawcy, trzeba byłoby wiedzieć od początku, kto jest jego autorem. Najbardziej rozrywkowy utwór na płycie, nagrany z ikoną amerykańskiego hip-hopu – Pharrellem Williamsem – został słusznie wybrany do promowania tego albumu. Po pierwsze – szybko wpada w ucho, po drugie – nie da się przy nim choć nie tupnąć nogą do rytmu, a po trzecie – pokazano słuchaczom współpracę dwóch wielkich gwiazd, co było odpowiednim napędem całej machiny promocyjnej w późniejszym czasie.

Futurystyczne hełmy muzyków kojarzyć się mogły z ich wcześniejszymi poczynaniami, jednak tą płytą wykonali zwrot o 180 stopni. Pomysły na materiał zaczęły pojawiać się przy tworzeniu muzyki do filmu Tron: Dziedzictwo. Guy-Manuel de Homem-Christo i Thomas Bangalter postanowili odejść od wykorzystywania sampli (drobne ustępstwo znajdziemy tylko w utworze Contact) na rzecz zespołowego grania. Współpraca ze studyjnymi muzykami zaowocowała materiałem inspirowanym latami 70. i 80. – dostajemy mieszankę wielu składników, takich jak pop, disco, funky z perkusją, syntezatorami i gitarą.

Francuski duet do współpracy zaprosił wielu utalentowanych muzyków, takich jak lider zespołu Chic – Nile Rodgers, włoski producent elektroniki Giorgio Morodera czy młodsze gwiazdy, jak Panda Bear, Julian Casablancas i wcześniej wspomniany Paul Williams. Współpraca z tyloma artystami to nie lada wyzwanie – panowie z Daft Punk musieli wykazać się ogromnym kunsztem, aby zachować własny styl w niemal każdym utworze. Właśnie dzięki temu słuchacz nie jest narażony na efekt składanki, ponieważ całość brzmi dość spójnie.

Album rozpoczyna mocne gitarowe wejście, które buduje klimat aż do wywołania funkowej energii w Give Life Back to Music. Niemal na początku otrzymujemy jeden z, moim zdaniem, najlepszych, jeśli nie najlepszy utwór na płycie. Rozbudowany Giorgio By Morder rozpoczyna się od monologu jednego z prekursorów muzyki elektronicznej. Ciekawym faktem jest to, że wykorzystano do tego mikrofony z różnych epok, w zależności od tego o jakich czasach Giorgio opowiada. Dalsza część to istny rollercoaster. Warstwa muzyczna zaskakuje co chwilę – linią basową, skratchami rodem z klubów lat 90., a przeplatające się solówki gitar i keyboardów to gonitwa, której chce się słuchać. Nie ma tu zbędnego dźwięku i pomimo swojej długości, kończy się tak szybko, że można go zapętlać w nieskończoność.

Podczas słuchania Random Access Memories mam wrażenie, że przechodzę szybką lekcję historii muzyki popularnej. Od czasów popu, który królował dawniej na parkietach, kiedy jeszcze nikt się nie wstydził, gdy mówił, że słucha takiej muzyki, przez bujający i rytmiczny gitarowy zawrót w funkowym, pulsującym stylu, aż do ostatnich utworów, które można już porównać do stylistyki znanej z poprzednich płyt grupy. Płytę zamyka Contact, który jest sam w sobie swoistą dyspensą od rygorystycznego, niesamplowanego prawa na płycie. Ten utwór trzeba słuchać na odpowiednio podkręconych głośnikach, aby wycisnąć z niego całą moc, a jest co wycisnąć.

Najnowsza płyta Daft Punk to, moim zdaniem, dobry produkt, który pomimo silnej promocji, jest w stanie obronić się sam. Zgrabne kompozycje, z których każdy ma potencjał na single z najwyższych list przebojów, zupełnie nie przypominają dotychczasowych dokonań grupy, jednak wciąż w każdym z nich jest lekko wyczuwalny duch francuskich muzyków. Płyta zdecydowanie nabiera na wartości, gdy słucha się jej w całości, a nie puszcza wybiórczo utwory. Po prostu, jest to płyta skrojona na miarę, a że kroili twórcy idealni, to nie ma się czemu dziwić, dlatego z czystym sumieniem można ją polecić. A nawet trzeba to zrobić.

Nie ma więcej wpisów