Na początku nazywano ich australijskim MGMT, bo podobieństwo pomiędzy napędzanymi syntezatorami, tanecznymi piosenkami dało się zauważyć. Teraz, kiedy oba zespoły mają już za sobą wydanie drugiego albumu, widać w jak bardzo różnych kierunkach się udały. Podczas kiedy duet z Brooklynu upodobał sobie beatlesowskie harmonie, a klawisze zastąpił gitarami, Empire of the Sun nie zboczyli z wcześniej obranego kursu, nagrywając kontynuację debiutu.

Duet Littlemore i Steele szukał inspiracji, pracując w kilku studiach na różnych kontynentach, ale nie zmieniło to ich podejścia do tworzenia. Oni są parą wizjonerów, którzy idealnie się uzupełniają, ich piosenki powstają za pomocą wymiany pomysłów, obaj także mają ciągoty do sztuk wizualnych, co potwierdza barwny image i teledyski robione z ogromnym rozmachem.

Ich zamiłowanie do stylu glamour prowadzi też do nagrywania epickich kawałków, takich jak Lux, które mogłoby posłużyć jako motyw przewodni Gwiezdnych wojen.

Absolutnie zachwycające jest Alive – zgodnie z tytułem pełne życia i pozytywnej energii, każda minuta tej piosenki wypełniona jest zaraźliwą radością. Ten kawałek wydany na singlu promującym album zaostrzył apetyt na nową twórczość Empire of the Sun. Rozczarowanie nastąpiło wtedy, kiedy okazało się, że na krążku mało jest takich momentów.

Gitara rozpoczynająca DNA jednoznacznie kojarzy się z We Are the People i nawet eksplodujący, chwytliwy refren nie rusza w takim stopniu co stare kawałki. Ani błyszczące, wypolerowane brzmienie syntezatorów w Ice on the Dune, ani klubowy beat Old Flavours nie mają w sobie nic szczególnie interesującego, natomiast ciekawostką jest beegeesowe Awakening. Disco revival zapoczątkowany przez Daft Punk także tutaj zostawia ślady w postaci jednej z lepszych piosenek na albumie. I’ll Be Around również ma vintage brzmienie, ale tym razem bardziej stonowane. W przeciwieństwie do głośnego disco, tutaj słychać echa gitarowego popu spod znaku Fleetwood Mac.

Po sukcesie Walking on a Dream Steele i Littlemore zaliczyli epizodyczną pomoc na albumie Jaya-Z, a także Beyoncé. Po nagraniu takiego klubowego i nowoczesnego kawałka, jak Celebrate, mają szansę stać się rozchwytywanymi producentami na wzór Calvina Harrisa. Ja jednak preferuję ich nostalgiczne oblicze, pokazane w romantycznej balladzie Keep a Watch, gdzie odrobinę mogą kojarzyć się z Princem.

Barwna otoczka, którą Empire of the Sun stworzyli wokół swojej muzyki wciąż intryguje. Na pochwałę zasługuje sposób w jaki starają się łączyć swoje piosenki, klipy do nich i własny image w jedną sensowną całość, ale Ice on the Dune nie posiada już hipnotycznej siły debiutu i nie elektryzuje w tym samym stopniu.

Nie ma więcej wpisów