Według autora Nieznośnej lekkości bytu (Milan Kundera): Hałas ma swoje dobre strony. Nie słychać przy nim słów. Tak, to niewątpliwie jedna z zalet. Album Judy’s Funeral pokazuje, że tych pozytywnych cech jest znacznie więcej.

Utwory są równie zapętlone i chaotyczne, jak ilustracja z okładki. Tempo zmienia się zaskakująco – nabiera szybkości, po czym niespodziewanie zwalnia. Ostrość nagle łagodnieje, gorycz robi się pikantna, temperatura przechodzi z wrzątku w chłód, a z mroku wyłania się nostalgia. Jednak mimo tej całej karuzeli, brzmienie w każdej minucie jest intrygujące, porywające i – krótko mówiąc – cudowne.

Za Before You Fade Away z powodzeniem można by oddać pół królestwa i rękę królewny. To kompozycja doskonała. Zestawienie dźwięków nieujarzmionych, choć idealnie do siebie pasujących. Wyjątkowo apetyczna sekcja rytmiczna z subtelną gitarową końcówką.

Nie jest to, co prawda, mistrz Dimebag Darrelli i genialne solo na miarę tego z Flood, ale całość jest wręcz hipnotyzująca. Jednym słowem – narkotyczna.

Płyta mnie ujęła. Brud, zgrzyty, wyraziste gitary, klimatyczne melodie, mroczność, a nawet pozbawiony emocji, suchy wokal. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze: specyficzny nastrój i surowość garażowego grania rodem z Joy Division. Rozmyty cień Iana Curtisa w tle – i jak tu się nie zakochać?

Dotychczas nie sądziłam, że w hałasie można znaleźć ukojenie. Nie wiedziałam, że hałas może aż tak zachwycić i uzależnić. Po Four Track Extended Play już wiem, że to możliwe.

Nie ma więcej wpisów