Tauron Nowa Muzyka to festiwal kameralny, magiczny. Wyrastając na idei promowania Katowic, jako miasta rozwijającego się i aspirującego, miał i ma za zadanie prezentować muzykę świeżą, różnorodną. Po nagrodach jakie zebrał w 2010 i 2012 roku (Best Small European Festival) organizatorzy nie osiadają na laurach i udowadniają, że nowości nie trzeba szukać po datach, a po otwartym muzycznie umyśle artysty.

Tym samym tegoroczna, ósma edycja zaowocowała line-upem, którego mógłby pozazdrościć niejeden polski i zagraniczny event tego typu. Na scenie pojawili się muzycy, którzy mieli okazję być i w poprzednich latach, ale były też odkrycia niedawne, jak London Grammar, Zebra Katz czy SOHN.

Line-up 2013 był to też ukłon w stronę kultowej wytwórni Kompakt, która w tym roku świętuje swoje 20-lecie. Z tej okazji w Dolinie Trzech Stawów zagościły takie gwiazdy jak Matias Aguayo, Coma czy Robag Wruhme.

Niestety, nie obyło się bez przygód, gdyż z powodu spraw rodzinnych swój występ odwołała główna twarz Kompaktu – Stefan Kozalla aka DJ Koze. Roszady w timetable zaowocowały podwójnym występem Matiasa Aguayo, który prawie że rozniósł red bullowy namiot. Jednakże nie tylko Chilijczyk potrafił rozgrzać publiczność w chłodną noc. Prawdziwe show dali: Jamie Lidell, Moderat i Amon Tobin. Szkoda też nie wspomnieć o Comie, Thundercat czy Jonie Hopkinsie, którzy skutecznie budowali atmosferę oraz przytrzymywali publiczność przy scenie.

Tauron Nowa Muzyka 2013 / fot. Tomasz Böhm

Dużym zaskoczeniem była reakcja widzów na koncert podsumowujący działalność niemieckiego labela z Kolonii. Muzycy klasyczni kierowani wprawną ręką kompozytora Gregora Schwellenbacha odegrali wybrane utwory z całego komapktowego dorobku, wykorzystując smyczki, flety i fortepian. Aplauz po tym występie był tak wielki, że chyba sami artyści nie spodziewali się takiej publiczności. W nagrodę zabisowali utworem z debiutanckiej płyty ich nowego nabytku – Kölscha.

Oczywistym jest to, że organizatorzy postanowili wzmocnić szeregi w sobotni wieczór, przez co piątkowe zestawienie trochę kulało pod względem wyrazistego motywu przewodniego. Dostaliśmy za to różnorodność w postaci jazzującego i funkowego Thundercata, mrocznego hip-hopu od Zebra Katz czy mocniejszych elektronicznych dźwięków Jona Hopkinsa i Amona Tobina prezentującego swoje drugie wcielenie – Two Fingers. Osobiście nastawiałam się na Hopkinsa, gdyż jego najnowsze dzieło, Immunity, to bardzo dobrze złożona pod względem atmosfery i emocji płyta. To także duży progres w twórczości tego muzyka, który od dwóch produkcji próbuje eksperymentować z dźwiękiem oraz stylem. Na tauronowym występie był bardzo poprawny i zachowawczy (płyta odegrana zgodnie z tracklistą), jednakże miało to swój urok. Dla kogoś, dla kogo Immunity stanowi złożony w całości, żywy organizm, takie jej zaprezentowanie przyjmowane jest w sposób naturalny. Aczkolwiek rozumiem też, że druga, wolniejsza połowa koncertu mogła pod festiwalowym głównym namiotem trochę znudzić.

Tauron Nowa Muzyka 2013 / fot. Radoslaw Kazmierczak

Sobota to już crème de la crème. Kiedy starałam się za jednym zamachem obejrzeć Jamiego Lidella, Matiasa Aguayo czy choć na chwilę zrobić sobie przerwę, w duchu przeklinałam organizatorów za tak gęste ułożenie najlepszych artystów. Jeśli miałabym wskazać najbardziej energetyczny występ całego festiwalu, bez dwóch zdań byłby to pan Lidell – gość, który w tym roku kończy lat 40, wykazał się nie lada ADHD. Obserwując go na scenie, aż ciśnie się na usta określenie one man show, ponieważ operował on swoim głosem perfekcyjnie, zagrzewał publiczność, a dodatkowo dogrywał muzykę, wykorzystując przy tym jako instrument swoje beatboxerskie możliwości. Oprócz różnorodnej barwy swojego głosu, równie różnorodne nawiązania stylistyczne słychać było podczas jego występu. Pojawił się analogowy bas tożsamy dla lat 80. Do swojego soulowego i funkowego klimatu dorzucił też rave czy charakterystyczne brzmienia deep house’owe. Występ Lidella w Katowicach kończył jego trasę koncertową, dlatego też zaskakiwał ogrom pozytywnej energii, jaką przekazał publiczności.

Sukcesu i emocji Brytyjczyka nie umiał powtórzyć zbyt statyczny występ The Brandt Brauer Frick Ensemble, którzy choć znakomici, to o godzinie 23:00 na Main Stage oraz po takiej dawce muzyki funk od Lidella, powinni byli zostać umieszczeni w innym przedziale godzinowym. Znani na co dzień z występów w trzyosobowym składzie, na festiwalu pojawili się w towarzystwie orkiestry. Możliwość zobaczenia ich w takim zestawieniu rzeczywiście była czymś rewelacyjnym, ale szkoda, że właśnie o tej porze. To tak, jakby podać aperitif tuż po głównym daniu.

Tauron Nowa Muzyka 2013 / fot. Tomasz Böhm

Wielkim rozczarowaniem festiwalu był dla mnie Kamp!. W tej trójce jestem wręcz zakochana i kiedy tylko nadarza się okazja, nie umiem opuścić ich występu. Dlatego z szerokim uśmiechem wkroczyłam na Red Bull Music Academy Stage, gdzie publiki było niemało. Już po chwili jednak albo zawiodło nagłośnienie, albo z panów uszło powietrze, bo tłum jakby się przerzedził. Po ostatnim występie chłopców, na Audioriver, docenić należy fakt, że rozwinęli się scenicznie, próbując eksperymentować i improwizować, ale jak pokazuje tauronowy koncert, zbyt długie i spowalniające koncerty przeszkadzają w odbiorze tak energetycznej, dream popowej mieszanki. Tak więc, panowie, następnym razem mniej eksperymentów, a więcej soczystego Kamp!.

Na sam koniec zostawiłam sobie występ oczekiwany przez wielu, głównie dlatego, że katowicki koncert był jednym z pierwszych w ich trasie promującej najnowszą płytę. Mowa oczywiście o Moderacie, którzy na głównej scenie o 1:00 w nocy zmienili to parujące zimno w gorące powietrze nasączone swoistym dźwiękiem. I chociaż z nowym albumem jeszcze się do końca nie osłuchałam, to promujący ją singiel Bad Kingdom oraz utwory z poprzedniej produkcji muzyków skutecznie na nowo zawłaszczyły moje serce.

Podsumowując, ósma edycja festiwalu Tauron Nowa Muzyka to według mnie najlepszy i najbardziej przemyślany line-up. To wiele różnorodnych emocji, a także dobrze zorganizowane widowisko. I kiedy TNM dobiegł końca, obawiam się teraz tylko tego, że organizatorzy będą chyba musieli stanąć na głowie, by zbudować podobną atmosferę i dobrać równie interesujących muzyków, by powtórzyć ten sukces za rok.

Nie ma więcej wpisów