Gdyby zebrać wszystkie myśli i spostrzeżenia dotyczące Right Thoughts, Right Words, Right Action, trzeba by było powiedzieć, że nie ma tu niczego więcej, czego moglibyśmy spodziewać się po dotychczasowych dokonaniach Franz Ferdinand. A jednak nie czuć tu szorstkości i zacięcia pierwszego wydawnictwa, żaden z utworów nie jest tak potężny gitarowo, jak miało to miejsce przy drugim podejściu, w końcu też nie ma tu (nie całkiem udanego) romansu z elektroniką. Co więc jest wyznacznikiem typowości tego kwartetu? Chyba przede wszystkim umiejętne łączenie popowej melodyki z rockową werwą. Bo mimo że Tonight nie było sileniem się na wytworzenie hitów, to jednak jego single doskonale można uznać za jedne z najlepszych (pod względem dancefloorowej trafności) w całej ich twórczości.

Element, którego wtedy zabrakło, powrócił i jakby od niechcenia, ale jednak zmusił do większego ruchu. Oczywiście chwytliwość Love Illumination jest wyraźnym bazowaniem na dawnych radio-friendly strzałach, ale to niekoniecznie można uznać za słabą stronę singla. Wersowe powtórzenia, szczególnie w refrenach, zawsze wychodziły im dobrze, można więc było liczyć na więcej takich prób. Czego by jednak nie mówić o samym utworze, album składa się z większej ilości dźwięków i pomysłów. Raz próby określenia się ponownie w tanecznym zgiełku innych grup ekscytują swoim klimatem retro (Fresh Strawberries) czy prostotą (Right Action), z kolei w niektórych przypadkach zastanawiają, na ile czwarty album jest celną rehabilitacją za poprzedni, a na ile dalszym – być może bezcelowym – eksploatowaniem własnego muzycznego podwórka. Jakby jednak nie oceniać rzeczy takich jak Bullet czy nieco groteskowego Treason! Animals., trzeba przyznać, że to droczenie się zespołu ze słuchaczami wypada całkiem ciekawie. A po głębszym zastanowieniu można nawet porzucić wszelkie obiekcje, traktując obcowanie z obecną formą Franz Ferdinand jako swoiste guilty pleasure.

Zresztą, sam Alex Kapranos, którego status nie zawsze przyznawał mu wybitne tekściarstwo, zdaje się tworzyć na zasadzie wypracowania odpowiedniego rymu, nie wielkiego metaforycznego sensu. Gdzieś jednak dalej, prócz zabawy, są też frazy, które wraz z dźwiękiem ujmują (Fresh Strawberries, The Universe Expanded). Co jednak ważniejsze, w kwestii słowa wszystko dalej pędzi śladem pewnego przeciwstawiania się rzeczywistości (Evil Eye) czy narcystycznego klasyfikowania siebie (Stand On The Horizon, Treason! Animals.), które jednocześnie trudno brać w pełni na poważnie. Co słychać wyraźnie, gdy postawiona zostaje kropka nad i oraz dostajemy ogłoszenie: don’t play pop music, you know i hate pop music (Goodbye Lovers & Friend). I znowu Karpanos zdaje się sprawy ukazywać w sposób prosty, a tematy ważkie przekazuje pod płaszczem zabawy, zakładając swój imprezowy cylinder i zapraszając na parkiet.

To dziwne uczucie, gdy wraz z kolejnym odsłuchem radość z płyty staje się coraz mniejsza, a dostrzeganie pewnych ewidentnych powtórzeń jest coraz wyraźniejsze. Jeszcze ciekawiej, że całe to narzekanie o powtórce z rozrywki sprawia, że właściwie wszystko to staje się nieznaczące, a cieszy powrót kwartetu na stare dobre tory. I choć trzeba je nieco naprawić, to chyba okazuje się, że my naprawdę lubimy to, co już dobrze znamy. A tak jest właśnie z Right Thoughts, Right Words, Right Action.

Nie ma więcej wpisów