Pet Shop Boys po raz trzeci zawitali do Polski – tym razem koncert z trasy Electric Tour odbył się w trójmiejskiej Ergo Arenie. Koncert w naszym kraju był trochę inaczej pozycjonowany aniżeli na całym świecie – akcentowana była początkowa twórczość brytyjskiego duetu z lat 80. Wpłynęło to zapewne na przekrój publiczności – była trochę inna niż na koncertach w Niemczech czy Ameryce Południowej, gdzie zespół cieszy się od zawsze należną mu estymą i ściąga na koncerty więcej słuchaczy elektroniki i wszelkich odmian muzyki alternatywnej.

PSB nigdy nie stanęli w miejscu, jak ich muzyczni koledzy zaczynający w tym samym czasie. Nie organizują sentymantalnych wystepów z playbacku odgrywając stare przeboje – każde tournée to odrębny koncept prezentujący przekrój ich dorobku z tych wszystkich lat. Koncerty są swego rodzaju spektaklami parateatralnymi ze spójnym pomysłem, który ma zaprezentować i muzykę, i zawarte w niej treści wspierając się sztuką wideo.

Tennant i Lowe od zawsze kładą nacisk na wielowymiarowy odbiór ich muzyki: pracujacy z nimi od 20 lat designer Mark Farrow był m.in. niedawno nominowany do nagrody Brit Insurance Graphics Award za identyfikację wizualną i projekt kompletu winyli albumu Yes.

Koncerty z aktualnej trasy miały równie dopracowaną warstwę choreograficzną i wizualną: motywem przewodnim były postaci tancerzy w maskach minotaura, w tle oglądaliśmy animacje nawiązujące do treści piosenek oraz komputerowe kolaże z sylwetkami Pet Shop Boys. Animacje zawierały motyw podróży, przemieszczania się w labiryncie, tańca. Wszystko to wspierane było grą laserów, stroboskopów i świateł i kurtyną utkaną z gęstych ścieżek układów scalonych.

Nagłośnienie w Ergo Arenie było zaskakująco dobre – zwłaszcza słuchanie utworów z ostatniej płyty, nadawało im zupełnie nowego wymiaru. Wielowartwowość brzmienia w tech-house’owym Fluorscent i rave’owym Vocal pozwalała docenić perfekcję produkcji tego albumu. Publiczność – początkowo niemrawa i trochę zaskoczona ultranowoczesną estetyką ostatnich piosenek oraz przearanżowanych klasyków, dała się w końcu porwać i zdobyła się nawet na wspólne śpiewanie (Domino Dancing).

Duet zagrał piosenki z niemal wszystkich płyt: był i debiutancki West End Girls i zmiksowany medley piosenek z 1987 z 2012 One More Chance vs. A Face Like That. Zielone lasery podkreślały oniryczny charakter I’m Not Scared z remix-albumu Introspective. Świetnie wypadło I Wouldn’t Normally Do This Kind Of Thing z inscenizacją z zakładu psychiatrycznego – w końcu zakochanie to istne szaleństwo! Intrygująco wypadła piosenka Somewhere zaaranżowana na orkiestrę oraz electro stomper Integral.

Pet Shop Boys cieszy się na świecie podobnym kultem jak Depeche Mode – zresztą są to częstokroć ci sami fani. Jeżdżą na wiele koncertów z danej trasy (w Gdańsku spotkałem Niemców, Urugwajczyków, Włochów) i dla tej wiernej społeczności zmieniana jest setlista z całej trasy koncertowej oraz – co dość wyjątkowe – grane są mało znane utwory, tzw. b-sides / drugie strony singli. Tym razem usłyszeliśmy Fugitive i I Get Excited You Get Excited, Too.

Koncert zakończył się dość symbolicznie: na bis zespół zagrał zarówno jeden ze swoich największych popowych przebojów Go West, ale zaraz po nim drugi singiel z Electric, czyli Vocal nawiązujący stylem do złotego okresu kultury rave, której to częścią PSB niewątpliwie są nadal. Okazało się, że motoryka utworu i przesłanie: It’s in the music, it’s in the sound, everyone I hoped would be around has come along nie pozwala stać w miejscu absolutnie nikomu. Feeria świateł, laserów i muzyczne piano heaven. Tak, ten utwór miał pierwotnie nosić tytuł 1989.

Tą piosenką PSB zostawili polską publiczność w trwałym stanie euforii – podsumować go można wyimkiem z innego fragmentu Electric: Brighter and brighter and brighter you burn, when you’re in this mood, there’s no return.

Tak, zatrzymujmy te piękne koncertowe chwile i bądźmy dalej w wybornym humorze podkreślonym muzyką z Electric. Nie ma odwrotu! I oczekujmy koncertowego DVD z tej trasy, by dostrzec i docenić wszystkie detale przygotowane przez Brytyjczyków.

Nie ma więcej wpisów