Na trzeci album Wale’a czekałem z niecierpliwością, bo dwa poprzednie krążki – debiutancki Attention Deficit i Ambition – wywarły na mnie pozytywne wrażenie. Debiut rapera był, według mnie, bardzo udany, drugi krążek trochę mniej, ale na obu Wale zaprezentował się jako utalentowany raper, więc liczyłem, że wykorzysta szansę i będzie konsekwentnie dążyć do zamierzonych celów, które w końcu doprowadzą go na szczyt. Najnowszy krążek rapera, pt. The Gifted, jest krokiem w dobrym kierunku i wyróżnia się wśród tegorocznych albumów hip-hopowych. Nie jest to kandydat do wydawnictwa roku, ale to bardzo solidna, równa produkcja (co w przypadku tej płyty nie jest zarzutem), uzupełniona o charyzmę i flow gospodarza oraz odpowiednio wyważoną warstwę liryczną.

Produkcyjnie album stoi na wysokim poziomie, ale nie jest produkcją trapowo-bangerową, a krążkiem, który zgrabnie czerpie z klasycznego, jak i nowoczesnego hip-hopu. Duża w tym zasługa wykorzystania w poszczególnych podkładach klasycznych instrumentów, takich jak gitara, pianino czy skrzypce. Każdy bit świetnie współbrzmi z nawijką Wale’a i wszystkimi smaczkami wokalnymi, jakie raper stosuje. Za poszczególne produkcje odpowiadają m.in. Stokley Williams, Lee Major, Cardiak, Juicy J, Travi$ Scott, Ralph Folarin czy Just Blaze. Wśród tych, których trudno przestać słuchać jest m.in. kawałek Vanity, który na dobre zapętlił się w mojej głowie. W pamięć zapadają również: LoveHate Thing – chilloutowy numer z wykorzystaniem gitary i fantastycznym wokalem Sama Dewa, pozytywny Sunshine, Golden Salvation (Jesus Piece) ze wzniosłym chórem w tle, bujający Gullible, bangerowy Clappers czy bardziej stonowany Tired of Dreaming.

Gości na The Gifted jest według mnie trochę za dużo, ale ich udział i poszczególne single z nimi na pewno pomogły w promocji krążka. Tym najmniej potrzebnym jest remiks kawałka Bad z udziałem Rihanny, bo oryginał z wokalem Tiary Thomas jest znacznie lepszy. 2 Chainz w Rotation mnie drażni, ale czasem myślę, że taki po prostu jest urok jego lazy flow. Trzeba po prostu do tego rodzaju nawijki przywyknąć, ale w tym roku było zdecydowanie za dużo produkcji z jego udziałem, więc być może dlatego do tego utworu mam taki stosunek. Reszta spisała się poprawnie, a wśród najbardziej udanych występów wymieniłbym refreny w wykonaniu wspomnianej Tiary Thomas w numerze Bad, Cee Lo Greena w Gullible i Ne-Yo w Tired of Dreaming.

Liryczna warstwa albumu stoi na odpowiednim poziomie. Wale nawija o istotnych sprawach, m. in. o problemach społecznych, negatywnym wpływie mediów na ludzi, relacjach w związkach, a we wspomnianym wcześniej Vanity wyśmienicie opowiada o ludzkiej próżności. Oczywiście nie w każdym numerze mamy wybitną warstwę tekstową, bo nie tego oczekujemy od bujających bangerów. Nikt chyba nie wyobraża sobie poważnego tekstu w numerze o tytule Clappers. Na płycie są też historie bardziej uliczne i szczere wyznania rapera. Dotyczy to m.in. numeru Simple Man, gdzie w refrenie Wale nawija: Sure I’m just a simple man. All I want is money, fuck the fame. Fragment ten od razu skojarzył mi się z numerem DJ-a Khaleda pt. Hip-Hop, gdzie Nas tak nawinął o hip-hopie jako muzyce: Never follow in her games, I fuck around and I’ll be sorry. But I tried her, used to ride her, for dollars not the fame. Bez zbędnego pseudointelektualizmu Wale opowiada o tym, co mu leży na sercu i robi to treściwie oraz ciekawie.

Pomimo wszystkich zalet, The Gifted nie ma szans, aby pozamiatać tegoroczną konkurencję pod dywan. Wale stworzył bardzo dobry krążek, który znajdzie entuzjastów zarówno wśród fanów klasycznego hip-hopu, jak i jego nowszych nurtów, jednak nie przejmie on dzięki niemu rapowego piedestału. Nie zmienia to faktu, że wszystko brzmi jak powinno – mamy bujające bangery, ciekawe opowieści i trochę oldschoolowego klimatu – i krążka trudno przestać słuchać.

Nie ma więcej wpisów