Od czasu kiedy popularność zdobyły boys i girlsbandy, których członkowie pochodzili z castingów, naturalny sposób formowania się zespołów oraz rodzenia się gwiazd został ograniczony do sceny alternatywnej. Sztucznie wypromowani wykonawcy typu Britney Spears czy obecnie Rihanna nie mają nic wspólnego z Madonną, która dostała się na szczyt dzięki swojemu uporowi i pracowitości. Nieważne jak bardzo takie osoby starają się być postrzegane w kategoriach artystów, nigdy nimi nie będą, bo ich rola sprowadza się do bycia ładnie opakowanym produktem marketingowym. Wysyp takich gwiazd miał także negatywne konsekwencje dla samego słowa pop, które zaczęło mieć negatywne konotacje. Wiele osób zapomniało, że muzyka popularna także może być wartościowa. Tym większe podziękowania należą się artystom pokroju Florence & The Machine, a także Haim za przywrócenie światu wiary w pop.

Trzy siostry ze słonecznej Kalifornii zostały chętnie zaadoptowane przez środowisko indie, chociaż ich twórczość to nic innego jak scheda po Fleetwood Mac, wspomnianej już Madonnie oraz wielu innych, bynajmniej nie alternatywnych wykonawcach. O nieziemskiej przebojowości ich muzyki świadczą już rozpoczynające album, głębokie, intensywne uderzenia w perkusję i pozostające w głowie echo uparcie powtarzającego się słowa falling.

Naturalność z jaką Haim przychodzi granie i śpiewanie stawia je w opozycji do innych gwiazd pop. Wszystko co robią – począwszy od zadziornego riffu otwierającego The Wire, po teksty o rozstaniach, pierwszych rozczarowaniach – jest typowe dla ich wieku.

If I Could Change Your Mind jest jednym z kawałków skradzionych Fleetwood Mac. Niepozorna gitara w tle i te dzwoniące klawisze w refrenie, które pasowałyby do Little Lies, wiernie oddają ducha lat 80. Bardziej współczesny jest zmysłowy sposób śpiewania dziewczyn, w którym zawsze pobrzmiewa nutka r’n’b. Nie przeszkadza im to jednak w tym, aby połączyć to z bluesowym riffem w Honey & I i, naturalnie, wyjść z tego zwycięsko.

Kandydatów na hity najbliższych miesięcy jest tunadtodynamiczne Don’t Save Me, Days Are Gone, a nawet ostre, buntownicze My Song 5 mogłyby narobić zamieszania na listach przebojów.

Jednym z piękniejszych albumowych hymnów o miłości jest Let Me Go, gdzie pełen tłumionego napięcia początek eksploduje po mniej więcej 40 sekundach, zamieniając się w dramatyczny i wzruszający apel o powrót kochanka, z kaskadami perkusji, a także ponownie pachnącą bluesem solówką.

Ze wszystkich nagrań emanuje lekkość, młodość i radość – największe zalety Haim. Można też dodać fakt, że pomimo pilnego odrobienia lekcji z historii muzyki popularnej, te trzy dziewczyny wypracowały swój charakterystyczny styl, który skutecznie zapobiega pomyleniu ich z kimkolwiek innym.

Nie ma więcej wpisów