Ten kto miał okazję przesłuchać jej kompilację dla K7 (DJ Kicks), wie na co Mayę Jane Coles stać. Złożona z bardzo zróżnicowanych stylistycznie dźwięków, przemyślana w najmniejszym calu i odkrywająca w całości kunszt tej producentki, wyżej wymieniona płyta stała się z pewnością perełką w całej kolekcji albumów wydawanych pod szyldem DJ Kicks. Jednak nawet po tej kompilacji nie spodziewałam się, że debiutancki album młodej artystki, aż tak bardzo wbije mnie w podłogę.

O Coles głośno zrobiło się po EP-ce z singlem What They Say – mocnym, tech-housowym kawałkiem, dzięki któremu Coles nazwana została przez Resident Advisor czarnym koniem klubowej sceny.

Od 2010 roku Maya Jane nie daje o sobie zapomnieć, a i wielkie wytwórnie nie chcą tak szybko artystce odpuścić. Niesiona więc na fali swoich sukcesów i jeszcze bardziej pewna własnych możliwości, Maya stworzyła płytę Comfort i tylko umacnia tym swoją pozycję nowej diwy elektronicznego i deep house’owego brzmienia.

Debiutancki krążek razi wielością głosów, bo oprócz własnego wokalu, na albumie Coles zawarła znane nazwiska muzycznego undergroundowego rynku, jak Miss Kittin, Karin Park, Tricky czy Nadine Shah. Ale przecież sukcesem nie jest zgromadzić na płycie tyle sław, kunsztem jest sprawić, by owe gwiazdy nie przyćmiły własnych produkcji. Maya Jane poradziła sobie z tym znakomicie i na każdy z głosów znalazła swój sposób, a wszystko dzięki jej umiejętności symetrycznego układania dźwięków. Każdy numer na płycie Comfort posiada predyspozycje do bycia przebojem. Każdy kawałek ma w sobie też to catchy coś, co wywołuje ogromne emocje bez względu na to, ile razy album odtworzymy.

Z lepszych momentów na Comfort uznaję Easier to Hard z wokalem samej Coles czy Burning Bright z Kim Ann Foxman. Jest też Take a Ride z wokalem pierwszej damy sceny klubowej – Miss Kittin. Panna Kittin nie dała się tak łatwo wmanewrować w lepką i wciągającą sieć idealnie zmontowanych warstw muzycznych Mayi Jane i pokazała pazurki. Tym samym Take a Ride, niczym wolny elektron, zaczął oscylować stylistycznie gdzieś pomiędzy deep housowym melodyjnym zamysłem Coles a electroclashową produkcję charakterystyczną dla muzyki Miss Kittin.

To, co można albumowi Comfort zarzucić, z czym można nie do końca się zgodzić, to zbyt lekkie potraktowanie przez Coles niektórych utworów. Zabrakło tu trochę tego podziemia, które tak idealnie budowało klimat na wspomnianej na początku składance DJ Kicks. Zamiast tego, młoda producentka poczęstowała nas Fall from Grace oraz When I’m in Love, czyli kawałkami trącającymi stylistyką popowych brzmień.

Jednak zarówno to lżejsze podejście do tematu przy niektórych trackach, jak i owe małe rozczarowanie z powodu braku pewnego rodzaju psychodelicznego kopnięcia (dostrzegalnego jedynie nieznacznie w Wait for You na wokalu z Trickym) nie przysłaniają licznych plusów tego albumu. Dlatego też uznaję debiut tej 25-letniej producentki za niezwykle udany. Coles, ćwicząc się na różnych gatunkach już od dziesięciu lat, osiąga na tym albumie coś, co osiąga każdy dobry artysta, czyli swój własny niepowtarzalny styl, który jest w stanie wznieść ją na same wyżyny.

Nie ma więcej wpisów