Koncerty islandzkich artystów w naszym kraju wzbudzają ogromne zainteresowanie. Ich muzyka przemawia do Polaków w jakiś szczególny sposób, angażując ich emocjonalnie. To pewnie dlatego czwartkowy koncert zespołu múm sprawił, że wrocławski klub Alibi zgromadził całkiem pokaźne grono fanów grupy i muzyki w ogóle.

Pojawienie się na scenie múm poprzedził występ Sindri’ego Mára Sigfússona, który po raz pierwszy koncertuje w pojedynkę, prezentując swój solowy projekt – Sin Fang. Nie wiem czy to kwestia słabego nagłośnienia, czy problem miał inne podłoże, ale nie sądzę, by ten wieczór należał do najlepszych w karierze Islandczyka. Nie można mieć zastrzeżeń co do samych aranżacji, ale wyśpiewywane przez niego partie pozostawiały wiele do życzenia. Były one niewyraźne, a czasami ledwo można było cokolwiek usłyszeć. Wydawało się, że artysta miał zbyt wiele rzeczy, nad którymi musiał zapanować, a niekoniecznie mu się to udawało.

Nad swoim sprzętem za to doskonale panowała główna gwiazda wieczoru. Swój wrocławski występ múm zaczęli punktualnie, w nastrojowy sposób wprowadzając nas do własnego, nieco dziwnego świata. Dlaczego dziwnego? Już niektóre używane przez nich instrumenty wyglądają dosyć niecodziennie, a jeśli dodamy do tego specyficzne zachowanie, ruchy, można odnieść wrażenie, że jest się uczestnikiem swoistego spektaklu teatralnego, a nie koncertu muzycznego.

We Wrocławiu nie zabrakło tego charakterystycznego dla nich klimatu, ale, szczerze mówiąc, spodziewałam się czegoś więcej. Oczywiście spodziewałam się tego, że doznam uczucia znudzenia. W końcu większość ich kompozycji nie porywa do tańca, a nawet tupania nogą. Nie było jednak tego czegoś, co pozwoliłoby mi na wyrażenie zachwytu. Zdecydowanie zabrakło większej ilości kawałków z nowej płyty, nad czym ubolewam. Nie obyło się również bez problemów ze wcześniej wspomnianym nagłośnieniem, które kilka razy dało się we znaki piskiem z głośników.

Utwory grane na żywo wypadły dobrze. Zagrane poprawnie, z pewną dozą improwizacji, brzmiały po prostu ładnie. Pozwoliły też na poznanie tego dziwnego świata, w jakim artystycznie egzystują muzycy múm. Koncert nie pozostawił we mnie wrażenia, że mój czas został zmarnowany. Niestety, nie będzie to jednak jeden z tych koncertów, które zapamiętam na dłużej.

Nie ma więcej wpisów